Recenzja: Krzysztof Beśka „Dolina popiołów”

Autor: Krzysztof Beśka 
Tytuł: Dolina popiołów
Wydawca: Rebis
Rok wydania: 2015
ISBN: 978-83-7818-745-5
Liczba stron: 439

Każdy, kto zagląda na mój blog, wie, że moje czytelnicze zainteresowania w wyjątkowym zakresie obejmują polskie powieści retro kryminalne. Szczególną słabością darzę twórczość Marka Krajewskiego i Marcina Wrońskiego. Są jednak także autorzy, którzy swoimi kolejnymi książkami aspirować mogą do czołówki literackiej i grona moich ulubionych. Tak było dotychczas z Krzysztofem Beśką. Jego najnowszy tytuł zmienia jednak dotychczasową sytuację. „Dolina popiołów” – moim zdaniem – stanowi ukoronowanie drogi literackiej tego prozaika, poety i dziennikarza. Jego kariera literacka do tej pory w dużej mierze stanowiła pasmo poszukiwań właściwej formy wypowiedzi pisarskiej. Śmiało można stwierdzić, że autor wreszcie ją odnalazł.

Recenzowana „Dolina popiołów” spaja w sobie w sposób doskonały trzy podstawowe zakresy dzieła literackiego, jakimi powinien odznaczać się udany retro kryminał. Mam na myśli czas, miejsce i intrygę. Czas i miejsce wybiegać muszą koniecznie w przeszłość, wszak na historii opiera się fabularna opowieść tej odmiany gatunkowej powieści. Beśka okazuje się prawdziwym czarodziejem. Dokonuje trudnej sztuki bardzo szybkiego, bo już od pierwszej karty książki, przeniesienia swojego czytelnika w epokę jakże już odległą. To niesamowite wrażenie, gdy trafiamy na ulice dziewiętnastowiecznej Łodzi, wielokulturowej, przez co wielobarwnej i tak bardzo żywej. Pisarzowi udaje się to poprzez dobór postaci, reprezentujących trzy światy kulturowo-językowe. Nie dzieje się to tylko na poziomie personalnej interakcji. Jeszcze wyraźniej dotyczy to wzajemnych relacji społecznych, psychologicznych, a nawet emocjonalnych zachodzących pomiędzy głównymi bohaterami, jak i tymi drugoplanowymi. A to wszystko przecież dzieje się w realiach Łodzi, tak wiernie i plastycznie oddanych. Autor „Trzeciego brzegu Styksu” nie szafuje wcale niepotrzebnymi opisami miasta ani też nie przenosi w bezpośredni sposób topografii wprost z dawnych map. Scenografia miasta, podobnie jak okolicznych posiadłości wiejskich, kreowana jest w sposób wyważony i dopracowany wyłącznie jako tło opowiadanej historii. Jeśli zaś gra rolę pierwszoplanową, to wynika to wyłącznie z układu fabularnego, a nie pozy przyjętej przez autora, co zdarza się w słabiej rozpisanych tytułach innych autorów.

Powieściowa przestrzeń zamknięta w czasie epoki sprzed ponad stu lat ożywa także dzięki słyszalnemu językowi, który w książce Beśki chyba najsilniej uwiarygadnia narrację wraz ze scenami rozmów i akcji. Dzieje się tak również za sprawą ciekawie stworzonych postaci powieściowych. Dla wiernych czytelników poprzednich kryminałów autora nie są one niespodzianką, choć wydaje się, że w „Dolinie popiołów” pisarz swoich bohaterów dopracował tym razem najlepiej z wszystkich części swojej serii. Stanisław Berg to postać na literackiej scenie wyjątkowa i mocna charakterem, ale i pełna humoru oraz ironii. Co najważniejsze podczas lektury, także nieprzewidywalna i zaskakująca, a takich bohaterów nie da się nie lubić. Z pewnością nie jest to postać papierowa, ale z krwi i kości. Wyprzedzający trochę swoją epokę, a jednocześnie mocno – zwłaszcza widoczne jest to w opowiadanej historii – zakorzeniony doświadczeniami przeszłości, w której nie przypadkowo przelewana jest polska krew. Główny bohater to detektyw, który śmiało konkurować może z największym literackim herosem kryminałów, Sherlockiem Holmesem. To bowiem człowiek z wyobraźnią, odwagą i honorem, a jednocześnie duszą humanistyczną, zmysłem piękna i męskością w każdym calu. A przecież poza barwnym Bergiem są też i inni, nie mniej ciekawi i barwni. W pierwszej kolejności wymienić należy mroczną i złowrogą postać Karpowa, wielobarwną i niesforną osobę Wierzbowskiego. Wymieniam pierwszych dwóch z brzegu, choć scena udanych literacko bohaterów z pewnością jest szersza. Nie mogę też wspomnieć o wyjątkowo sympatycznych i atrakcyjnie zrealizowanych przywołań postaci historycznych, tak ważnych dla epoki, a dodających smaczku całej narracji.

Powieść Beśki to jednak przede wszystkim kryminał. Z dopracowaną w szczegółach intrygą, za którą kryje się zagadka z nie oczywistymi odpowiedziami i nie prostymi tropami śledczymi. Mamy rok 1893 – jak zapowiada wydawca książki – w okolicach Łodzi zaczynają płonąc dwory, niegdyś odebrane uczestnikom powstania styczniowego, dziś zamieszkiwane przez rosyjskich urzędników. Czy to przypadek, czy zemsta albo wręcz zapowiedź nowego polskiego wystąpienia przeciwko carskiej władzy? Co interesujące, intryga poprowadzona została bardzo zmyślnie i – rzekłbym – sprytnie. Nie narzuca wprost kryminalnej historii, trącąc w wielu miejscach akcją o charakterze czysto przygodowym, a miejscami politycznym. Snuta jest przed czytelnikiem pozornie spokojnie i miarowo, z dość częstymi zwrotami i wątkami, które usypiają czujność i pozwalają kluczyć naszej logice. Największym atutem jest jednak charakter intrygi – wielopoziomowy, bo dotykający strun osobistych, gdzie akt zemsty i rywalizacji odgrywa pierwszoplanową rolę. Nie mniej istotny zdaje się być motyw o charakterze politycznym, w którym zaszłości wprost z powstańczego roku 1863 zdaje się być nie lada wyzwaniem dla carskich urzędników i policjantów, a dla nas czytelników stanowić nawet źródło pewnej narodowej satysfakcji. I niezależnie od tego, kto prowadzi śledztwo i z jakiego powodu, bo de facto wokół jednej sprawy węszą nosy nie jednego śledczego. To dodatkowy atut, za którym kryje się pewnego rodzaju rywalizacja, nieuświadamiana przez samych bohaterów, ale sprawiająca prawdziwą przyjemność odbiorcom powieści.

„Dolina popiołów” to książka, której wyjątkowość polega na oryginalnie skompletowanym świecie końca dziewiętnastego wieku w tak charakterystycznym miejscu, jakim wówczas była Łódź i okolice. Z zazdrością przywołuje najtrafniejsze określenie dla tego tytułu, jakie na skrzydełkach okładki książki zawarł mój kolega po piórze recenzenckim, Robert Ostaszewski. Czy można w sensowny sposób połączyć „Ziemię obiecaną”, „Rozdziobią nas kruki, wrony…” i kryminał noir? Krzysztof Beśka udowadnia, że jak najbardziej. Trudno się nie zgodzić z takim sformułowaniem. Powiem więcej. Krzysztof Beśka potwierdza, że należy do mistrzowskiego kręgu polskich autorów kryminału retro. Jego twórczość – co najlepiej widoczne jest właśnie w „Dolinie popiołów”- wyróżnia dbałość o szczegóły historyczne i niebanalną intrygę kryminalną. Artyzm słowa literackiego idzie w parze z duchem portretowanej epoki. Warto przeczytać.

[dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB i przeczytana dzięki wydawnictwu Rebis