Kjell Ola Dahl jest już znany polskim czytelnikom z kilku powieści kryminalnych, które zostały przyjęte przez nich dobrze, co wynika z wysokiej oceny ich atrakcyjności i literackiej wartości. We wcześniej publikowanych tytułach głównymi bohaterami kryminalnych przygód byli inspektor Gunnarstranda i jego asystent Frank Frølich. W najnowszym wydaniu polskim kolejnej książki zatytułowanej „Lodowa kąpiel”, pomimo obecności tych dwóch nieprzeciętnych policjantów, na pierwszy plan wysuwa się postać śledczej Leny Stigersand. Nie bez powodu. Z jednej strony jest to z pewnością świadomy zabieg autorski w celu wzbogacenia i urozmaicenia opowieści. Z drugiej zaś strony wprost wynika to z biografii literackich Gunnarstranda i Frølicha. Pierwszy bowiem tak naprawdę coraz silniej myślami i własnymi reakcjami wybiega do coraz bliższej czasowo emerytury. Drugi zaś de facto nie może prowadzić czynności służbowych z uwagi na zawieszenie, co w domyślę jest konsekwencją historii z „Czwartego napastnika” (zainteresowanych odsyłam do lektury tej powieści wydanej w poprzednim roku). Oczywiście nad biografiami literackimi swoich bohaterów panuje pisarz, co tym samym potwierdza celowość zmiany akcentów personalnych ze wspomnianej dwójki na śledczą Stigersand. Patrząc z perspektywy lektury całości „Lodowej kąpieli”, udany to zabieg, odświeżający narracyjną opowieść pióra K.O. Dahla. Wokół Leny obracają się bowiem – tak naprawdę – wszystkie wątki fabularne.
Kryminalna historia zaproponowana przez Dahla początkowo zapowiada się sztampowo i mało atrakcyjnie. Rozwija się ona dwutorowo i obejmuje na pierwszy rzut oka proste przypadki śmierci, które nie noszą charakteru przestępczego, lecz najprawdopodobniej są nieszczęśliwymi wypadkami. Pierwsza sprawa – młody mężczyzna, który wracał z firmowej imprezy, zostaje na drugi dzień znaleziony w wodzie martwy. Pierwsza dominująca wersja kryminalistyczna – był pijany, chciał się najpewniej wysikać i nieszczęśliwie wpadł do wody, topiąc się. Druga sprawa – bezdomna narkomanka, która z niewiadomych dokładnie przyczyn błąka się po tunelach metra i zostaje śmiertelnie potrącona przez przejeżdżający pociąg. I tym razem wygląda to na nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Ale jak to bywa w kryminałach, to tylko pozory powierzchownej rzeczywistości, za którą ukrywają się zupełnie inne fakty i okoliczności. W pierwszym przypadku dość szybko wyniki autopsji każą zweryfikować pierwotną wersję o wypadku. Wskazują na to nienaturalne ślady, wskazujące na fakt, iż denatowi ktoś przysłowiowo „pomógł” utonąć. Nie inaczej ma się sprawa ze śmiercią narkomanki. Monitoring potwierdza, że nie była sama, lecz druga osoba „tajemniczo” znika z pola widzenia. Wnikliwe jednak przeszukanie tuneli metra nakazuje jednak zrewidować wersję wypadku i zamienić ją na celowe działanie zabójcy. Kjell Ola Dahl nie byłby jednak sobą, gdyby w odpowiednim momencie nie wprowadził papierowym śledczym i realnym czytelnikom dodatkowych informacji, które z pozoru dwa odrębne, opisane zdarzenia, każą łączyć i wyjaśniać jako jedną wspólną historię. Od tego momentu lektura nabiera i dynamiki, i dosłownych rumieńców. Fakty zdarzeń, pomimo kolejnych domysłów śledczych, kilkukrotnie zostają skonfrontowane ze szczątkowymi, nie zawsze w pełni rozpoznanymi informacji, co powoduje powstawanie nowych domysłów, i wersji wykrywczych. Pisarz umiejętnie stopniuje napięcie i w odpowiednich momentach dokonuje zwrotów akcji. Pośród tego wszystkiego centralne miejsce zajmuje właśnie Lena Stigersand. Wszak to ona dochodzi do najważniejszych ustaleń, najbardziej też angażuje się w śledztwo, choć nie zapominają udzielać jej pomocy starsi koledzy. W przeciwieństwie do poprzednich swoich książek, tym razem autor, fabułę kryminalną wzbogacił w sposób dość mocny i rozbudowany o – typowy dla skandynawskich tytułów – temat polityczny, obejmujący poza prawne działania przedstawicieli instytucji publicznych, ale także poszerzył o – zaskakująco ciekawy – wątek sensacyjny, spod znaku tajnych służb, zabójców na zlecenie i międzynarodowych spisków także o charakterze społeczno-politycznym. Dla całości opowiadanej historii jest to bardzo atrakcyjne i intrygujące. Pozwala dość udanie żonglować emocjami czytelniczymi i zaskakiwać prawie do samego końca prowadzonej narracji. Nie zdradzając jakichkolwiek szczegółów i treści książki, śmiało można powiedzieć, że każdy szczegół przedstawianej rzeczywistości ma znaczenie dla fabuły i podwójne dno na dokładkę. To tematyczne wzbogacenie fabularnego toku opowieści ma jeszcze, wydaje się, jedno zadanie – podnieść poziom realizmu. I o ile udaje się to w kwestii wątku uwikłania polityków i przedstawicieli instytucji publicznych, na czele z parlamentem, w tajne, nielegalne układy i knowania, decydujące o decyzjach politycznych, społecznych i gospodarczych. Przecież taka sprawa to nic zaskakującego, każde państwo, mniej lub bardziej rozwinięte, ma takie afery i tajemnice na drodze swojej historii, teraźniejszości i najpewniej przyszłości. Trochę inaczej oceniłbym wątek sensacyjny. Może nie jest niewiarygodny, bo przecież śledzenie przez służby specjalne takiego figuranta jak powieściowy bohater, Stian Romer, to chleb codzienny ich pracy. Jednakże samo już postępowanie przełożonych, którzy ratując tajną operację, niejako wykładają ją na stół szeregowej policjantce z zespołu dochodzeniowego, wydaje się już zupełnie niepoważnym rozegraniem literackim, nie mającym odpowiednika w realiach współczesnych państw europejskich. Nie lepiej ma się z samym zachowaniem policjantki. Lena poinformowana o działaniach służb specjalnych, nie dość, że nie przestaje prowadzić swoich działań, to jeszcze rozgrywa osobistą sprawę z Stianem Romerem. I nie jest to nic drobnego z punktu widzenia prowadzonej opowieści, o czym przekonają się sami czytelnicy.
W tej ostatniej kwestii ukrywa się chyba pewna jeśli nie słabość, to przynajmniej rysa na literackiej wizji postaci Leny Stigersand, choć od razu dodam, że przez niektórych czytelników może to być odczytane zupełnie inaczej – bardzo pozytywnie (co zresztą z punktu widzenia doświadczeń życiowych może być niepokojące, ale równocześnie w ramach subiektywnego odbioru dzieła jak najbardziej akceptowalne). Mam na myśli pewną zbyt szeroko zakreśloną – nazwę to – naiwność i ślepotę zawodowo-osobistą, w jaką ubrał swoją bohaterkę autor „Czwartego napastnika”. To policjantka z pewnym już doświadczeniem, nie żółtodziób, choć w śledztwach o zabójstwa stawiająca pierwsze kroki, ale równocześnie pełniąca służbę nie od dziś. Wydaje się więc, że tak „dziecięcego” błędu jak samodzielna rozgrywka z Stianem Romerem nie była winna popełnić. Podobnie ma się rzecz z jej osobistym zagubieniem, podpartym emocjami, a zrodzonym z romansu (a może bardziej prawdziwego pełnego i otwartego uczucia) z dziennikarzem. Los chce, choć tak naprawdę to nie kwestia losu, tylko świadomych działań, że cena tego uczucia będzie duża. Moim zdaniem nie za duża, choć zastanawiająca z punktu widzenia profesji policyjnego śledczego. Mnie ta postać nie przekonuje, bardziej drażni. Mam jednak nieodparte wrażenie, że po pierwsze to celowe działania pisarskie, nakierowane właśnie na pewien rodzaj prowokacji i gry z czytelnikiem. Po drugie – choćby patrząc wstecz na swoją kilkunastoletnią służbę policyjną – mimo moich zastrzeżeń i uwag, postać policjantki Stigersand to jednak chyba nie tylko ciekawa kreacja literacka, ale także znak czasów. To pewna forma dzisiejszego podejścia do wielu kwestii zawodowych, w tym przypadku pracy śledczego. Jak to przebiega i jak kończy wraz z oceną to pozostawiam przyszłym czytelnikom.
Kjell Ola Dahl w „Lodowej kąpieli” udowadnia po raz kolejny, że ma wysoki dar budowania znakomicie skonstruowanej intrygi o ciekawym przebiegu i interesującym charakterze z jednoczesnym wyczuciem problemów współczesnego świata. Lektura jego powieści, podobnie jak w tym przypadku, to nie tylko przyjemność czytelnicza, to także pewna forma wyzwania emocjonalnego i intelektualnego, co powoduje, że ciągle sięgamy po książki. Nawet jeśli dla niektórych są tylko kryminałami. A może właśnie dlatego, że są kryminałami?