Zło ma miły uśmiech. Patronat nad „Karą” Wojciecha Wolnickiego

Kryminalne tropy objęły patronatem medialnym „Karę” Wojciecha Wolnickiego — trzeci tom Śląskiej Serii Kryminalnej Kozak i Wolf.

Premiera 9 września 2026 roku, nakładem Wydawnictwa Dolnośląskiego (Grupa Publicat).

Punkt wyjścia

Poszukiwania zaginionego dziewięcioletniego Mateusza kończą się tragicznie: chłopiec spada z rusztowania i ginie na miejscu. Wszystko wskazuje na nieszczęśliwy wypadek, ale uwagę policji przyciągają cyfry zapisane na jego przedramieniu. Podobne oznaczenia odnotowano wcześniej tam, gdzie zginął jedenastoletni Jerzyk, potrącony przez samochód.

Przesłuchania pracowników rybnickiej szkoły, do której chodzili obaj chłopcy, i rozmowy z rodzicami nie przynoszą przełomu. Zostaje jeden trop: telefon Mateusza, w którym ktoś przywrócił ustawienia fabryczne. Po pomoc w odzyskaniu danych podkomisarz Kozakiewicz zwraca się do Wolfa — i policyjny duet raz jeszcze łączy siły.

W opisie wydawniczym pojawiają się wyłącznie dwaj tytułowi bohaterowie, warto więc uspokoić czytelników przywiązanych do rybnickiej komendy: wraca cała ekipa. Jest młodszy inspektor Walter Poloczek, jest podkomisarz Kinga Wieczorek. To istotna wiadomość, bo w „Urazie” relacje wewnątrz tego zespołu okazały się mocniejsze od samej intrygi.

Temat

„Kara” dotyka zagadnienia, o którym w Polsce mówi się stanowczo za mało, tego, co dzieje się z dzieckiem po drugiej stronie ekranu, kiedy dorosłym wydaje się, że siedzi bezpiecznie w swoim pokoju. Zaniedbywane dziecko szuka uwagi poza domem i nigdy nie wiadomo, kto mu jej udzieli ani w jakim celu.

W sprawach z udziałem małoletnich nieświadomość rodziców bywa głównym czynnikiem ryzyka. Nie chodzi o odbieranie dzieciom telefonów, lecz o to, żeby wiedzieć, czego szukać i o co pytać. Tego akurat nikt dorosłych nie uczy.

To lektura miejscami trudna. Wolnicki nie oszczędza czytelnika tam, gdzie mowa o krzywdzie dziecka.

Druga linia powieści cofa się o kilka pokoleń, na tę samą ziemię, po której dziś chodzą Kozak i Wolf. Wydawca nie ujawnia ani czasu, ani miejsca, a rozpoznanie momentu jest częścią lektury — tyle można powiedzieć, że chodzi o okres, w którym po Górnym Śląsku przetaczało się coś, co przez dekady nie miało prawa nazywać się po imieniu, i o miejsce, w którym zostały z tego wyłącznie kobiety, starcy i dzieci.

Zapowiedź sprzed premiery

Autor mówił o tym wątku publicznie na długo przed drukiem. W kwietniu, na spotkaniu autorskim w Bibliotece Publicznej Strzeleckiego Ośrodka Kultury w Strzelcach Opolskich, Wojciech Wolnicki zapowiedział, że w trzecim tomie sięgnie po Tragedię Górnośląską. Powiedział to spokojnie, bez efekciarstwa, i dodał, że sam dowiedział się o niej późno, bo jest krakowianinem, a na Górnym Śląsku mieszka od niedawna.

To zbiorcza nazwa tego, co spotkało mieszkańców regionu po wejściu Armii Czerwonej na początku 1945 roku i w pierwszych latach powojennych. Wywózki do obozów pracy w głębi Związku Sowieckiego, obozy NKWD, przemoc wobec ludności cywilnej, tysiące ludzi, którzy nie wrócili. Przez cały okres PRL temat objęty był milczeniem, a rodziny ofiar uczyły się nie mówić o nim nawet między sobą.

Wprowadzenie tak ciężkiego materiału do powieści gatunkowej jest ryzykowne, łatwo o publicystykę zamiast literatury, jeszcze łatwiej o wrażenie, że tragedia posłużyła za atrakcyjne tło. Odpowiedź na pytanie, czy Wolnicki tego uniknął, znajdzie się w recenzji. Sama decyzja zasługuje jednak na odnotowanie, bo jest odważna.

Moja opinia trafiła na okładkę

Fragment mojej opinii o powieści znalazł się na okładce „Kary”. Uważam, że powinniście o tym wiedzieć, zanim przeczytacie moją recenzję, dlatego piszę o tym tutaj, wprost, a nie drobnym drukiem gdzieś na końcu.

„Kara” to budząca niepokój opowieść o tym, że ludzie nie rodzą się źli z natury, ale zaniedbania i traumy uwalniają w nich demony. Ta historia porusza i nie pozostawia obojętnym. Bo trudno o obojętność, gdy ofiarami zła są niewinne dzieci.

Zło ma tu miły uśmiech i dostęp do naszych dzieci. Po przeczytaniu tej powieści inaczej spojrzycie na telefon w dziecięcej dłoni.

Leszek Koźmiński, kryminalnetropy.pl

Okładka książki „Kara" Wojciecha Wolnickiego, trzeci tom Śląskiej Serii Kryminalnej Kozak i Wolf, Wydawnictwo Dolnośląskie


Dla zaczynających od zera

Każdy tom serii przedstawia osobną sprawę kryminalną, więc „Karę” da się czytać niezależnie od poprzednich części. Traci się wtedy jednak to, co w tym cyklu najlepsze: narastanie relacji między bohaterami i długie linie prowadzone ponad zakończeniami poszczególnych śledztw. Do premiery zostało kilkanaście dni — wystarczy, żeby nadrobić:

Trzy tomy Śląskiej Serii Kryminalnej Kozak i Wolf Wojciecha Wolnickiego: Dług, Uraz i Kara


Recenzja „Kary” ukaże się na Kryminalnych tropach w dniu premiery, 9 września — ze spojrzeniem byłego policjanta na realia służby, uwagami o języku i konstrukcji oraz z tym, czego autorowi nie da się odpuścić. Bez spoilerów, jak zawsze.