„Santa Muerte” – to jest fascynujące. Od sicario, poprzez dilerki, szmuglerki, porywaczki, mnóstwo historii. Rozmowa z Piotrem Chomczyńskim

Co było dla ciebie najważniejszym impulsem do napisania książki „Taniec Santa Muerte. Kobieca twarz narkobiznesu”? Czy była to konkretna historia, spotkanie, a może moment, w którym zrozumiałeś, że bez opowiedzenia o roli kobiet obraz narkobiznesu pozostaje niepełny?

Co było impulsem do napisania reportażu „Taniec Santa Muerte”? Dwa lata temu zostałem poproszony przez Netflix, aby wypowiedzieć się jako ekspert na temat wchodzącego właśnie na ekrany serialu Griselda. Wtedy przygotowując się do tego zadania zacząłem na nowo przypatrywać się historiom kobiet zamieszanym w biznes narkotykowy. Przeprowadziłem z nimi dziesiątki wywiadów i sam złapałem się na tym, że koncentruję się głównie na mężczyznach. Potem zaczęły się rozmowy z Wydawnictwem Bukowy Las, uznaliśmy wspólnie, że losy kobiet związanych z narkotykami zasługują na osobny reportaż. Problem sam w sobie jest fascynujący i jeszcze słabo rozpoznany, także na gruncie kryminologii. Od sicario, poprzez dilerki, poprzez szmuglerki, porywaczki, mnóstwo historii pań, których losy kreowały przeróżne scenariusze.

Gdzie w sensie geograficznym, ale i emocjonalnym najtrudniej było ci prowadzić badania? W zakładach karnych, na ulicach miast Ameryki Łacińskiej, czy może w rozmowach z kobietami funkcjonującymi na styku przemocy i przetrwania?

Gdzie najtrudniej było mi prowadzić badania? Badania prowadziłem zarówno wśród społeczności lokalnych zaangażowanych w handel narkotykami jak i w więzieniach. Kobiety, z którymi rozmawiałem i obserwowałem je „na wolności” sprzedawały klientom narkotyki, pakowały je do dilerek, przeliczały pieniądze a w międzyczasie zajmowały się dziećmi. To było dla mnie trudne. Moje „zachodniocywilizacyjne” poczucie granicy pomiędzy dobrem i złem gdzieś się wtedy zatarło. Wiedziałem, że także ich wybory nie są łatwe a one same są uwięzione pomiędzy niskopłatną płacą i wielogodzinnymi pobytami poza domem a koniecznością zapewnienia swojemu potomstwu godziwych warunków życia. Trudne były dla mnie także badania prowadzone w zakładach karnych, z tego względu, że tam przebywały kobiety, z których część była niewinna. Wiele z nich doświadczyło ogromnej niesprawiedliwości, która jeszcze nasiliła się po uwięzieniu. Niekiedy były zmuszone do prostytucji, handlu narkotykami i innych czynności aby przeżyć. To było chyba dla mnie najtrudniejsze, patrzeć na ich taką mizerię życia codziennego.

Kiedy podczas pracy nad książką pojawił się moment największego wstrząsu? Czy było coś, co mimo twojego doświadczenia badawczego wciąż potrafiło cię zszokować, czy też po latach obcowania z tym światem takie granice już się zacierają?

Kiedy przeżyłem największy wstrząs? Chyba wtedy, kiedy usłyszałem historię niewinnej z Hondurasu staruszki, która była zmuszona przez jeden z gangów narkotykowych do tego, żeby przechować narkotyki. Wpada policja, narkotyki konfiskuje, a niewinna staruszka trafia do zakładu karnego na długie lata. Jej największą troską nie jest los, który ją spotkał, tylko wnuki, którym pomagała, a które były na jej utrzymaniu Tam rozmawiałem nie tylko z nią, ale także i z pozostałymi osadzonymi i strażnikami, którzy wierzyli w jej niewinność. Wstrząsające było dla mnie również to, że rok po badaniach w więzieniu w Tegucigalpie wybuchł tam bunt więźniarek, który pochłonął kilkadziesiąt ofiar śmiertelnych. 

Jak kobiety, o których piszesz, odnajdują się w strukturach karteli? Czy ich rola to bardziej wymuszone przetrwanie, czy świadome budowanie pozycji i wpływów w świecie zdominowanym przez przemoc?

Jak kobiety odnajdują się w strukturach karteli? Bardzo różnie, ale to, co je łączy, przynajmniej większość przypadków, 90%, to to, że zostały do tego przymuszone. Wile z nich, zwłaszcza tych młodszych uwierzyło w romantyczną miłość. Poznany przez nic narco szastał pieniędzmi, obiecywał życie w luksusie i stabilizację. Te dziewczyny często pochodziły z rozbitych rodzin, nie miały silnego męskiego wzorca, to w swoim partnerze widziały obrońcę. Wiele z kobiet czuło, że nie miało wyboru, nie mogły liczyć na dobrą pracę, ochronę ze strony państwa a kartel czy gang był blisko i to on dyktował warunki. Tylko niewielka część czerpała z tego satysfakcję i prawdziwe pieniądze. Reszta była po prostu zdominowana. 

Czym różni się kobieca perspektywa narkobiznesu od tej, którą znamy z medialnych narracji o baronach? Czy to przede wszystkim inne motywacje, inna cena, czy może zupełnie inny sposób sprawowania władzy?

Czym różni się perspektywa zwykłych kobiet od kobiet, które określamy jako królowe narkobiznesu? Różni je praktyczni wszystko. Te pierwsze zostały zdominowane, wykorzystane. Bardzo często jest to nieszczęśliwa miłość, która je zaprowadziła do związku z kimś z przestępczości zorganizowanej, a później za kraty. Inne z kolei robiły wszystko by przetrwać, wykarmić dzieci. Królowe narkobiznesu to zdecydowana mniejszość. Część z nich także zaczynała na samym dole, jak choćby Griselda dorastająca w Kolumbijskiej dzielnicy nędzy u boku matki trudniącej się prostytucją. Do rzadkości należy pierwowzór „Królowej Południa” czyli Sandry Ávila Beltrán pochodzącej z majętnej rodziny narcos. Jakie były kobiety na szczycie narcobiznesu i czym ich perspektywa różniła się od męskiej? Były bardziej przebiegłe, innowacyjne i ambitne. To zapewniło im sukces w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Griseldy Blanco bał się sam Pablo Escobar!

Dlaczego, patrząc lekko prowokacyjnie, narkobiznes może być jednym z niewielu obszarów, gdzie pojawia się realna szansa na swoiste równouprawnienie płci, choć odbywa się ono w skrajnie brutalnych warunkach? 

Czy w narkobiznesie faktycznie dochodzi do egalitaryzacji, do tego, że płcie są sobie równe? Nie. Narkobiznes cały czas ma męską twarz. Natomiast od czasu do czasu pojawiają się tam kobiety, które zajmują najczęściej niskie pozycje. Są one wykorzystywane do szmuglu i produkcji narkotyków, stanowią „mniejszą wartość” niż mężczyźni. Jeden z moich rozmówców użył w rozmowie ze mną określenia „jednorazówki”, mówiąc, że jeśli wpadną, to nikt ich nie ratuje. Taka historia Griseldy Blanco zdarza się bardzo rzadko.

Kto w polskich realiach narkobiznesu pełni dziś role analogiczne do tych, które opisujesz w książce? Czy kobiety w Polsce również zaczynają wychodzić z cienia, czy nadal pozostają niewidocznym, lecz kluczowym ogniwem?

W polskich realiach narkobiznesu kobiet jest bardzo mało. W związku z tym nie można mówić o tym, że kobiety zajmują coraz większą, coraz bardziej znaczącą rolę w narkobiznesie. Jedna z pań stowarzyszona ze środowiskiem pseudokibicowskim Cracovia miała wysoką pozycje w strukturze grupy przestępczej, która między innymi zajmowała się obrotem narkotykami.

Wywiad zrealizowany w ramach patronatu Kryminalnych tropów nad książką „Taniec z Santa Muerte. Kobieca twarz narkjobiznesu”