Recenzja: Hubert Hender „Zapora”
Autor: Hubert Hender
Tytuł: Zapora
Wydawca: Oficynka
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-62465–55–2
Liczba stron: 306
Są książki, w których atmosfera budowana jest w oparciu o postacie literackie i zachodzące między nimi interakcje, na dodatek wciągające umiejętnie w dyskurs odbiorczy samego czytelnika. Są też tytuły, w których klimat opowieści rysowany jest sugestywną, obrazową kreską słowa. Do tych ostatnich należy zaliczyć „Zaporę” Huberta Hendera. Klimat i atmosfera, to niewątpliwie pierwsze wrażenie czytelnicze jakie przychodzi do głowy w trakcie lektury. Tytułowa zapora, monumentalna budowla, dzieło techniki ludzkiej, która okiełznała naturę w sugestywny sposób i mocno obrazowym językiem współtworzy przestrzeń fabuły powieściowej. Okiełznała naturę, ale jednocześnie z tą otaczającą, zachowaną naturą współgra i nie jest po stronie życia. Zmasakrowane ciało kobiety, znalezione na zaporze, od tego momentu kojarzyć będzie to miejsce ze zbrodnią i wynaturzeniem ludzkim. I to udało się Henderowi zrealizować umiejętnie i przekonująco. Zapach, obraz i jeszcze częściej dźwięk przyrody, rozwijającej się w upuszczonych terenach wokół budowli, to swoiste theatrum zbrodni, inscenizacja godna seryjnego zabójcy. Ale to także, a może nawet bardziej przede wszystkim, symbol określający sytuację tych, którym przyszło zmierzyć się z tak krwawą i zwyrodniałą zagadką kryminalną.
Przerażenie – to główna reakcja powieściowych policjantów na miejscu pierwszej zbrodni. Zarówno ich doświadczenie, jak i wyobrażenie, nie obejmują tego, co zobaczyli na własne oczy. Śledczy w powieści „Zapora” to jednak nie nieudacznicy. Z punktu widzenia prowadzonych czynności wykrywczych realizują właściwe działania krok po kroku. Ich przedstawiciel, główny bohater, Iwanowicz, zna sztukę śledztwa, ale jednocześnie z karty na kartę książki coraz bardziej gubi się w zaułkach dochodzenia. Wartością samą w sobie powieści Hendera jest właśnie postać przywołanego policjanta. Narracja, jaką prowadzi autor, realizowana jest z perspektywy kryminalnych, starających się zidentyfikować, wytropić i zatrzymać sprawcę. Postać Iwanowicza jest specyficzna jak na współczesną literaturę kryminalną, albowiem „podszyta” jest wszechogarniającym lękiem i rozedrganiem wewnętrznym, które próbuje tłumić lekturą książek, słuchaniem muzyki, oglądaniem filmów. To nie jest typ „brudnego Harrego” ani też wyrzuconego na margines społecznego życia samotny wilk z nieokreślonym talentem psa śledczego. Twórczo zamysł ciekawy, choć pisarsko nie do końca zrealizowany udanie. Z jednej strony trochę przerysowana jest ta jego „lękliwa”, zwyczajna strona osobowości, z drugiej zaś strony to – jak pada w książce – „zaprzeczenie przeciętnego gliniarza” zbyt mocno odbywa się na poziomie narratorskiej opowieści i samoświadomości (sic!) bohatera, niż w budowanych dialogami i decyzjami scenach powieściowych. A szkoda,, bo Hender tak ciekawie zmyślonym bohaterem i trochę gorzej zrealizowanym literacko bohaterem mógł stanąć obok areopagu najlepszych polskich twórców kryminałów.
Atmosfera mroku i, tajemniczości, spowita mgłą pilchowickich lasów i udekorowana lękiem i przeczuciami prowadzącego sprawę Iwanowicza, w pierwszej połowie przesłania trochę rytm fabuły, spowalniając ją niepotrzebnie, aż do niewielkich odcinków, może odczuwanych indywidualnie, nudy. Na szczęście dla czytelnika druga połowa powieści żyje bardziej, zarówno wokół intrygi kryminalnej, jak i samej akcji. Napięcie, pozornie niewidoczne, ale coraz bardziej rozciągające się między seryjnym zabójcą a policjantem, daje się odczuć coraz wyraźniej i silniej. Trochę żałuję, że toczący się wyścig o ujęcie sprawcy bardziej odbywa się na poziomie mentalnym, bez mocniejszych i ciekawie dobranych elementów realnych, związanych ze śladami kryminalistycznymi i psychologicznymi sprawcy. Mówiąc jeszcze inaczej brakuje mocniejszej interakcji pomiędzy Iwanowiczem i mordercą, tego, co w udanych powieściach i filmach kryminalnych często pragniemy najbardziej – rozgrywki z udanym finałem. A przecież – nie zdradzając szczegółów – kończąca się i mocno, i tajemniczo, cała powieść mogła być w finale poprowadzona w tym samym kierunku, a jednocześnie ciekawiej i przede wszystkim mniej powierzchownie. Szkoda, że historię zbrodni i jej wykonawcy, który przecież na kilka dni całkowicie zawładnął umysłem, myślami, życiem Iwanowicza, Hender nie rozegrał głębiej i w sposób bogatszy pod względem emocji i wrażeń czytelniczych.
„Zapora” to debiut warty jednak lektury i zauważenia. Autor niewątpliwie ma zadatki na ciekawego autora historii niecodziennych i mocnych, w sam raz na dobry polski thriller.
Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB


07/16/2013 @ 08:38
czytałam i polecam jak najbardziej 🙂