7 pytań do Remigiusza Mroza

Dlaczego książki? Dlaczego absolwent prawa, doktor nauk prawnych, czyli ktoś z dużymi możliwościami zawodowymi wybiera drogę pisarską? I dlaczego kryminał – ulubiony gatunek, bliskość tematyki prawnej, a może jeszcze inny powód?

remigiusz_mrozNie ma dobrej odpowiedzi na to pytanie. Decyzja zapadła po napisaniu pierwszych kilkudziesięciu, może stu stron w życiu. Naszła mnie wtedy refleksja, że to jest to, co chcę robić w życiu – i to jest to, co będę robić. Jeszcze przed wydaniem debiutu postawiłem więc wszystko na jedną kartę, rezygnując z prawniczej drogi zawodowej i podejmując decyzję, że będę pisał dzień w dzień, minimum przez osiem godzin – i w ten sposób będę wytrwale dążył do celu.

Kryminał rzeczywiście przeważa w moim dorobku – kiedyś wydawca zwrócił mi uwagę, że nawet w napisanych przeze mnie powieściach SF występuje przysłowiowy trup, zbrodnia i śledztwo w takiej czy innej formie. Trudno powiedzieć, z czego to wynika. Z fascynacji złem? Może. A może z doboru lektur w czasie, kiedy kształtowały się moje upodobania pisarskie.

Co sprawia Panu największą trudność podczas pracy nad książką? Czy są to kwestie organizacji i porządku pracy, czy też może zagadnienia, które w realu osobiście są Autorowi obce, a muszą pojawić się w książce? A może coś zupełnie innego stanowi przeszkodę na drodze pisarskich wysiłków?

W pisarskich wysiłkach nie może być przeszkód. Jeśli jakieś zaczynają pojawiać się systematycznie, w gestii autora leży, żeby jak najszybciej znalazł sposób na ich wyeliminowanie. Nie idzie mu pisanie o dziesiątej rano, ale dobrze radzi sobie o osiemnastej? Powinien siadać codziennie o dziesiątej i nauczyć się pisać także o tej porze. Ma problem z kompozycją i warsztatem? Powinien czytać jedną książkę za drugą, ucząc się fachu. Nie lubi researchu? Powinien wziąć na tapet coś, co go naprawdę interesuje – sam będzie chciał zgłębiać temat. Cała sztuka polega na tym, żeby oczyścić sobie przedpole. A potem po prostu pisać.

Czy jako autor kilku już książek, w tym rozpoczętych cykli powieściowych z odrębnymi bohaterami, Remigiusz Mróz wsłuchuje się coraz pilniej w uwagi krytyczne recenzentów i czytelników? Czy też reaguje i wykorzystuje sugestie czytelnicze wyrażane w rozmowach podczas spotkań autorskich lub wyrażane na łamach publicznych, np. w portalach społecznościowych?

Pewnie! Wychodzę z założenia, że autor pisze dla czytelników – w przeciwnym wypadku mógłby zamknąć swoje powieści w szufladzie i nigdy ich nie publikować, bo i w jakim celu? Przy tym trzeba jednak zachować uwagę, bo ilu czytelników, tyle opinii. Kierując się wyłącznie zdaniem innych, tworzylibyśmy karykatury powieści, a nie książki nadające się do czytania. Ostatecznie wszystko sprowadza się do prostej rady Stephena Kinga: use your best judgement.

Czym wytłumaczy Pan bum na literaturę kryminalną i sensacyjną w naszym kraju? Wrażenie (jeśli nie przerażenie) robi liczba wydawanych corocznie powieści gatunkowych i okołogatunkowych, zaskakuje coraz większa liczba autorów spod znaku kryminalnej zagadki? Czym to tłumaczyć i nie sądzi Pan, że w dalszej perspektywie tego rodzaju literatura „przeje się” czytelnikom?

Moim zdaniem to pozytywne zjawisko. Im więcej książek, tym lepiej, bo tym większy wybór dla czytelnika. Resztę reguluje rynek – dobre książki naprawdę potrafią się obronić, a te słabsze są szybko przez czytelników rozpoznawane. Nie ma nic złego w szerokim wyborze. Gorzej byłoby, gdybyśmy go nie mieli.remigiusz

A skąd popularność? Cóż… jesteśmy narodem, który lubi świętować porażki, widzi wiele zła w swojej przeszłości, a oprócz tego emocjonuje się tą czy inną zbrodnią, która co jakiś czas na kilka tygodni potrafi zawładnąć mediami. Nie jesteśmy jednymi z tych, którzy pogwizdując rankiem pod nosem, idą na kawę do ulicznej kafejki i prowadzą niezobowiązujące rozmowy ze znajomymi. Lubimy ciężkie tematy, interesuje nas mroczna strona ludzkiej natury… i nie ma w tym chyba nic zdrożnego. A jeśli przekujemy to na upodobanie do literatury kryminalnej, może zdetronizujemy nawet samych Skandynawów.

Jak Pan widzi swoją przyszłość artystyczną? Czy pisanie książek to będzie Pańskie główne zajęcie i źródło dochodów? Czy wizja zawodowego pisarstwa wiąże się w Pańskich planach ewentualnie z kinem, telewizją jako nieco odmiennymi formami przekazu, umożliwianymi jednak przenosić fabularne historie w inny wymiar?

Książki to mój świat, a pisanie to mój zawód. Nie wiąże z niczym innym swojej przyszłości i mam to szczęście, że nie muszę. Cenię też inne formy wyrazu, ale jedynie jako odbiorca. Nadawcą potrafię być jedynie poprzez słowo pisane.

Kiedy kolejne książki na półkach wydawniczych i czy będą to kontynuacje dwóch rozpoczętych cykli powieściowych, czy może zupełnie nowe fabuły? Czy komisarz Forst naprawdę zamknie się wyłącznie w trylogii? Pytam nie przypadkowo, bo zastanawiam się nie boi się Pan „zmęczenia” czytelników, „przekarmienia” ich Mrozem i jego bohaterami? A może Autor zaskoczy nas zupełnie czymś innym, odległym od kryminalnych intryg?

Zdecydowanie jestem marketingową zmorą wydawniczą, bo piszę równie szeroko, jak czytam – a kryminały wprawdzie stanowią dużą część doboru lektur, ale oprócz nich sięgam i po SF, i po fantasy, i po historię, i po… właściwie po wszystko, co jest ciekawe. Spodziewać można się zatem niespodziewanego.

mrozForst z pewnością będzie bronił się rękami i nogami przed tym, by jego historia się zakończyła, ale… ostatecznie tak musi się stać. Do jej opowiedzenia potrzebowałem trzech tomów i ostatni zamknie wszystko mocną klamrą, nie pozostawiając żadnych niedomówień. Co będzie dalej? Chciałbym wydać kilka samodzielnych powieści, niewchodzących w żaden cykl, ale trudno powiedzieć, czy ostatecznie tak się stanie.

Gdzie można znaleźć Remigiusza Mroza wtedy, gdy nie pisze własnych książek, nie czyta cudzych powieści i nie biega rekreacyjnie pomiędzy tymi pisarsko-czytelniczymi zajęciami? I co zaprząta wówczas jego prawniczo-autorską głowę?

Dobre pytanie! Może w górach, jeśli śnieg już stopniał, ale nie nastąpiła jeszcze sezonowa inwazja na Tatry. Tam odrywam się od tego wszystkiego, co znajduje się na dole. Zazwyczaj wprawdzie ubolewam, że nie piszę, ale jest to jedyne miejsce, gdzie nie wzbudza to we mnie prawdziwie dojmującego uczucia.