Złodziej, który nie zestarzał się razem ze swoją epoką
Bywa, że klasyka wraca do księgarń jak eksponat wyjęty z gabloty — w rękawiczkach, z tabliczką informacyjną, z całym tym nabożnym dystansem, który zwalnia czytelnika z obowiązku przeczytania. Arsène Lupin wraca zupełnie inaczej: jak dobrze ubrany gość, który wchodzi na salon bez zaproszenia i po kwadransie jest najciekawszą osobą w pomieszczeniu. Replika dała mu oprawę godną legendy — twardą, elegancką, ze zdjęciami z serialu Netflixa w środku. A pod spodem czeka coś, czego przy pierwszej lekturze łatwo nie zauważyć: najtrafniejszy opis asymetrii między śledczym a przeciwnikiem, jaki napisał autor, który nigdy nie służył.
