Recenzja: Joanna Opiat-Bojarska „Słodkich snów, Anno”

Autor: Joanna Opiat-Bojarska
Tytuł: Słodkich snów, Anno 
Wydawca:  Wydawnictwo FILIA
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7988-007-2
Liczba stron: 392

„Słodkich snów, Anno” nie jest ani debiutem literackim, bowiem autorka, Joanna Opiat-Bojarska zdążyła od roku 2011 obdarować, głównie czytelniczki, najpierw powieściami obyczajowymi „Kto wyłączy mój mózg?”, „Blogostan” i „Klub Wrednych Matek”, ani też nie jest premierą w świecie kryminalnych zagadek, bo znamy już całkiem udaną powieść kryminalną „Gdzie jesteś, Leno”. Tym razem pisarka w nowo rozpoczętej serii z debiutującą bohaterką dziennikarką śledczą, Anną Rogozińską, łączy to wszystko, co w jej pisarstwie najlepsze i najbardziej charakterystyczne.

Najpierw dostrzegamy wątek obyczajowy. Realizowany jest on w powieści wielopłaszczyznowo. Najmocniejszy rys posiada w osobie głównej bohaterki. Anna Rogozińska, jak trafnie zdradza na okładce książki wydawca, to atrakcyjna (dodam ciągle jeszcze atrakcyjna), trzydziestoparoletnia i bardzo ambitna (dodam nad wyraz ambitna) dziennikarka lokalnej, poznańskiej TV. Autorka „Słodkich snów, Anno” niezwykle realnie, wręcz naocznie buduje przed czytelnikiem swoją postać. To kobieta z krwi i kości, ale podobnie – rzekłbym namacalnie – doświadczamy jej charakteru, stanów intelektualnych czy wreszcie emocjonalnych. To niezwykła umiejętność kreowania kobiecej psychiki i fizyczności, która z jednej strony nie wyrasta poza codzienność świata rzeczywistego, bo przecież takie mniej lub bardziej podobne kobiety są w wielu miejscach naszego kraju. Z drugiej jednak strony Opiat-Bojarskiej udało się zbudować postać nieprzeciętną w swojej reprezentatywności i jednoczesnej indywidualnej formule osobowości. Dzięki temu przeczuwam, że każdy czytelnik i każda czytelniczka będą tak różnie reagować na Annę Rogozińską. Nie przez przypadek spoglądam na to z perspektywy płci czytelniczej, albowiem to wyraźnie daje się odczuć w powieści – tę historię wymyśliła kobieta i dominuje w niej obraz kobiecego widzenia rzeczywistości. A jednocześnie wyraźnie musze powiedzieć, że nie jest to tylko książka dla kobiet, z pewnością nie. Wiele cech charakteru i psychiki dziennikarki równie dobrze, niekiedy w sposób zmodyfikowany, może być udziałem męskiego bohatera. Wreszcie jednak trzeba wyraźnie powiedzieć, „Słodkich snów, Anno” właśnie dzięki kreacji kobiecej bohaterki niesie w sobie cenną wartość odbiorczą. I utożsamiania się z nią, i nauki tego, co kobiece we współczesnym świecie, ale i niezgody oraz ironicznego śmiechu, mogących pojawić się zwłaszcza na twarzach czytelników płci męskiej. Niezależnie od powyższego, ta postać żyje, jest wyraźna i  mocna. Nie „ginie” w tle innych postaci i fabularnych wydarzeń. Obyczajowa strona recenzowanej powieści to nie tylko sama bohaterka. One gdzieś pracuje, a miejsce zawodowego trudu dziennikarskiego, jakim jest telewizja, to znakomita scena dla ukazania wszelkiego rodzaju relacji i ludzkiego teatru. Autorka nie zapomina też o konflikcie pokoleń. Rzecz może i wyświechtana tematycznie, ale ciągle aktualna, a kto wie czy w cyfrowym i informatycznym zgiełku XXI wieku nawet nie ważniejsza niż kiedyś. Anna Rogozińska musi więc mierzyć się nieomal codziennie z nadmierną troską rodziców, z zagadkową, wręcz chorobliwą nadopiekuńczością ojca, żyjącego na granicy fobii, a jakby tego było mało, jest jeszcze matka, dla której dzień codzienny córki ma jedynie sens w wizji jej przyszłości spod znaku uczucia, rodziny i szczęścia. Tworząc jako główną postać samotną trzydziestolatkę trudno byłoby realizować obyczajowy wątek powieściowy bez tematu uczucia. I tą kwestię autorka „Gdzie jesteś, Leno” wpisuje w swoją nową powieść udanie i w sposób wystarczający, bez narzucania zbędnych wrażeń czytelnikowi. Postać Łukasza, dawnego kolegi ze studiów, to niejedyny mężczyzna w jej życiu. Choć poszukiwanie miłości doświadczane przez dziennikarkę, co przecież tak charakterystyczne dla współczesnych czasów, to – jak można wyczytać na kartach książki – wypadkowa pomiędzy prawdziwymi odpryskami miłości, a chwilami fascynacji, a także niekiedy satysfakcji fizycznej i korzyści życiowej. Łukasz wraz z kolejnymi stronami powieści staje się powoli kimś innym dla głównej bohaterki. To pewien proces bardzo przekonująco i realistycznie wbudowany w emocjonalną i osobowościową „garderobę” postaci literackiej. Łukasz to także, obok samej ambicji zawodowej Anny Rogozińskiej, łącznik pomiędzy tematyką obyczajową i kryminalną. 
 
„Słodkich snów, Anno” to niewątpliwie także powieść z udaną intrygą kryminalną. Ciekawa jest zwłaszcza jej konstrukcja z dużą dozą zagadkowości i zaskoczenia. Zaczyna się od zdarzeń pozornie nie mających ze sobą nic wspólnego. Gdzieś w tle majaczy afera lekarska. Może i cenna jako temat dziennikarstwa śledczego, ale mało rozwojowa, biorąc pod uwagę hermetyczność świata medycznego. Nawet początkowo trup ma jakiś banalny charakter, nie nadający się na czołówki telewizyjnych programów. Z czasem jednak czytelnik trochę za udziałem kolejnych wydarzeń, a jeszcze bardziej dzięki intuicji i upartości samej dziennikarki, daje wciągnąć się w intrygę, która nie jest tak oczywista, jaka mogłaby się wydawać. Wiele tam znaków zapytania, wątpliwości, wiele białych plam informacyjnych. Śledztwo realizowane krok po kroku, dość długo nie daje rzeczywistego obrazu zbrodni i jej sprawcy ani głównym bohaterom, ani też policjantom, o których przecież Opiat-Bojarska nie zapomina, wciągając ich miejscami do wspólnych czynności wykrywczych. Myślę, że większość czytelników przez długą część lektury będzie podobnie zagubiona i swoimi myślami wędrować będzie po meandrach sprawy. Bardzo ciekawą propozycją, stanowiącą ważny element proponowanej intrygi, stanowi tajemnicza korespondencja pomiędzy tytułową dziennikarką, a mordercą, podpisującym się „Bezdenny kapelusznik”. Pomysł to nie nowy, dobrze wkomponowany w całość książki i realia opowieści, jak w tym przypadku, nie wydaje się chwytem ogranym. W perspektywie całej historii, a zwłaszcza jej zakończenia, czego oczywiście zdradzić nie mogę, ten zaskakujący chwilami dialog pomiędzy Anną i mordercą wzbogaca akcję, posuwając ją w odpowiednich momentach do przodu, ale też pozwala w sposób bogatszy i pełniejszy budować emocjonalną warstwę książki. Jest jedna rzecz, która może drażnić w tym wątku. Mnie początkowo zaskoczyła i zaciekawiła, z czasem jednak osłabiała kryminalny zmysł czytelniczy. Mam na myśli liczne, moim zdaniem jednak za liczne, odwołania we wspomnianej korespondencji do świata przedstawionego „Alicji w Krainie Czarów”. To ciekawy rys psychologiczny i osobowościowy zabójcy, czy realny, czy zrozumiały dla każdego. Śmiem jednak wątpić, choć mam też świadomość, że to może tylko i wyłącznie moja wina braku fascynacji tą lekturą. Na szczęście dla wszystkich realność świata (ale i motyw mordercy oraz rozwiązanie intrygi) wraca w tej opowieści bardzo mocno i dramatycznie. I tyle mogę zdradzić słowami wydawcy książki: jaki związek z zabójstwami ma największa katastrofa kolejowa PRL?
 
„Słodkich snów, Anno” to powieść udana, zwłaszcza umiejętnie i ciekawie złożoną tematyką obyczajowo-kryminalną. Mam wrażenie, że nie tylko wciąga swoją niebanalną  intrygą, ale też świeżym spojrzeniem na współczesne życie pozwala utożsamiać się z emocjami bohaterów, jak i umożliwia prowadzenie czytelnikowi krytycznego dyskursu z autorką i jej światem.
 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB