Recenzja: Jefferson Bass „Kości zdrady”

Autor: Jefferson Bass
Tytuł: Kości zdrady
Tłumaczenie: Tatiana Grzegorzewska 
Wydawca:  Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-245-9154-1
Liczba stron: 319

„Kości zdrady” Jefferson Bassa to tytuł przez Wydawnictwo Dolnośląskie wcześnie zapowiadany i długo wyczekiwany przez czytelników. Także ja z książką tą robiłem sobie duże nadzieję na ciekawą i wyjątkową lekturę, a to wszystko z powodu jej autorów. Jefferson Bass to w rzeczywistości nie jedna osoba, lecz dwóch wyjątkowych ludzi. Zacznę od tego, który daje swoje nazwisko – dr Bill Bass, wybitny specjalista medycyny sądowej i antropologii, założyciel pierwszego ośrodka badań nad rozkładem ludzkich ciał „trupiej farmy”, znajdującego się w Knoxville, mieście ze wschodniej części amerykańskiego stanu Tennessee. Nie mniej ważny jest ten, którego nazwisko zostało wykorzystane jako imię na okładce książki, Jon Jefferson. To dziennikarz publikujący m. in. dla „Newsweek” i „The New York Times”, współtwórca wielu filmów dokumentalnych dla amerykańskich stacji telewizyjnych: National Geographic, The History Channel. I to właśnie dziennikarska ciekawość i podziw dla doznań twórcy „trupiej farmy” spowodowały, że Jeffersonowi udało się namówić Billa Bassa do wspólnych przedsięwzięć literackich. Autorzy są twórcami, zarówno książek typu „non-fiction” (w Polsce „Trupią farmę” wydało wydawnictwo „Znak”), jak i „fiction”, a więc klasycznych powieści kryminalnych.
 
Zawodowa pasja, wiedza i umiejętności stanowią o jakości powieści tego twórczego duetu. „Kości zdrady” przede wszystkim odznaczają się wyjątkową, nawet jak na warsztat amerykańskich pisarzy, pieczołowitością i dbałością o realizm, obejmujący najmniejsze szczegóły, nie zapominając o realistycznej jakości intrygi kryminalnej i całej fabuły powieściowej. Oto Bill Brockton, antropolog sądowy, oczywiście pracujący na słynnej trupiej farmie, dostaje pilne wezwanie. W hotelowym basenie znaleziono ciało Leonarda Novaka – wybitnego fizyka, który podczas II wojny światowej konstruował reaktor plutonowy. Zupełnie klasyczna inicjacja intrygi – znaleziony trup. Choć już wizyta zespołu oględzinowego i wykonane profesjonalne czynności na miejscu zdarzenia pokazują, że to żadna amatorszczyzna literacka, tylko w pełni rozwinięta opowieść z lustrzanym odbiciem realiów takich czynności. Ale efektów pisarskich, budujących czytelniczych zainteresowanie, nie brakuje. Mam na myśli stan w jakim znajdują się zwłoki. Oto bowiem są one zamarznięte w bryle lodu i prowadzący czynności techniczno-kryminalistyczne zmuszony jest, celem ich zabezpieczenia i dalszego badania, użyć piły spalinowej, by wyciąć blok lodu wraz ze zwłokami. To jednak tylko preludium do tego, co doświadczy czytelnik w dalszej części i jak bardzo zostanie „wciągnięty” i „rozemocjonowany” przynajmniej częścią fabularnej historii. 
 
Najbardziej ekscytujące sceny rozegrają się na sali prosektoryjnej i te fragmenty są najlepszym przykładem mistrzowskiego połączenia wiedzy fachowej jednego i umiejętności literackiej drugiego autora. Dla tych czytelników, którzy ani nie natrafili jeszcze na udany opis sekcji zwłok, ani tym bardziej nie uczestniczyli w takich czynnościach, ten fragment powieści „Kości zdrady” zapadnie w pamięci na długo. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedyny znany mi tak w pełni realistyczny, z wyjątkową dbałością o szczegóły i autentycznie oddający atmosferę literacki opis sekcji zwłok. Nawet dla mnie, który uczestniczył w niejednej takiej czynności, była to chwila przywołujące prawdziwe stany i odczucia jakie ma się w trakcie takiej sytuacji zawodowej. A jednocześnie autorzy nie zapominają o literackości, w tym w sposób wręcz doskonały budując klimat i napięcie, które ostatecznie – jak dla mnie – są dopiero właściwym zawiązaniem intrygi kryminalnej w tej powieści. A pomysł na intrygę i trzymanie czytelnika w napięciu jest przedni, nie boję się powiedzieć – rewelacyjny. Więcej zdradzić nie mogę, by nie psuć przyjemności i zabawy czytania.
 
Tak w niecodzienny sposób zawiązana intryga, choć bezpośrednio dzieje się w czasach współczesnych, to narracyjnie przenosi nas w czas i miejsce nie mniej tajemnicze niż motyw i sprawca zabójstwa. Oto bowiem rozwiązanie zagadki sięga początków Oak Ridge – „Atomowego Miasta”, które powstało w latach 40 XX wieku, właśnie w okolicach Knoxville. Nawet dziś, choć wiemy coraz więcej o tym ośrodku prac nad bombą atomową, jak i innych, nadal duże fragmenty recenzowanej powieści nie pozwalają oderwać się od lektury. Znamienne zresztą jest ujęcie tego tematu, w którym historyczne wydarzenia  powstawania i użycia pierwszej bomby atomowej splatane są z typowo ludzkimi zachowaniami i emocjami ludzi biorących udział w tych dziejowych zdarzeniach. 
 
Osobne słowo należy się postaciom literackim stworzonym przez duet pisarski Jeffersona i Bassa. Począwszy od ekipy śledczej na czele z Billem Brocktonem, u boku którego mamy Mirandę Lovelady, doktorantkę antropologii kryminalistycznej, Arta Bohana, eksperta daktyloskopii, Edelberto Garcia, doktor medycyny sądowej, czy detektywa Emerta i Charlesa Thorntona, agenta specjalnego FBI z Wydziału Broni Masowego Rażenia. Wypełniają scenę literacką nie tylko tak różnymi profesjami, uzupełniającymi się podczas prowadzonego śledztwa, ale tworzą też ciekawy wachlarz charakterologiczny, mający nie małe znaczenie także dla relacji służbowych i samych efektów pracy wykrywczej. To bardzo autentyczne spojrzenie, bliskie życia, w którym nawet najbardziej profesjonalne podejście do prowadzonej sprawy nie gwarantuje nieprzenikalności osobistych kwestii. Nic dziwnego, przecież każdy śledczy to człowiek ze swoimi emocjami, doświadczeniami, życiem wewnętrznym. Współzależność dwóch pozornie wykluczających się światów najmocniej skrzy na kartach powieściowych w scenach rozmów Billa Brocktona z 90-letnią żoną zamordowanego emerytowanego naukowca. W tych wyjątkowych spotkaniach nie tylko – jak zapowiada wydawca książki – zgłębiamy kulisy rządowego projektu atomowego Manhattan sprzed ponad 60 lat, ale równolegle wnikamy w przestrzeń osobistych historii, dramatów, które echem wracają do współczesności. A dzień codzienny ciągle pełen jest niespodzianek, wywoływanych przez tamtą właśnie przeszłość, tajemniczą i niedopowiedzianą. W procesie poszukiwań, śledzenia tropów zdarzyć się mogą rzeczy i fizycznie przyjemne, i emocjonalnie pozytywne. Mam na myśli zauroczenie antropologa wyjątkowo tajemniczą osobą bibliotekarki. Ale jak to bywa w fabularnym świecie, nic nie jest przypadkowe, co dotyczyć będzie w tej powieści i uczuć postaci literackich, i samej intrygi kryminalnej. 
 

„Kości zdrady” są literacko wyjątkowym połączeniem kryminału z klasyczną, niezwykle  ciekawie zawiązaną intrygą, ze wzbogaconą przez motyw szpiegowski historią sprzed lat. Niecodzienną przyjemność sprawią czytelnikom także te passusy powieści bezpośrednio odnoszące się do profesji głównego bohatera – antropologii ujętej w sposób kryminalistyczny z domieszką medycyny sądowej, radiologii i techniki atomowej. Zagadnienia naukowe nie przykrywają jednak, lecz umiejętnie wzbogacają i wpisują się w ciekawie przedstawione relacje świata postaci literackich. Fabularna opowieść dzięki temu jest jednocześnie i interesująca, i intrygująca, trzymając w napięciu do samego końca, nie stroniąc także od motywów o charakterze obyczajowym i psychologicznym. Powoduje to, że Jefferson Bass w dwóch autorskich osobach w naszym kraju również znajdzie stałych i wiernych fanów.

 [dodajbox]

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB