Recenzja: M.Guzowska, A.Krawczyk, A.Michalewska „Mordercze miasta”
Autor: Marta Guzowska, Agnieszka Krawczyk, Adrianna Michalewska
Tytuł: Mordercze miasta
Wydawca: Szara Godzina
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-935772-1-7
Liczba stron: 253
Trzy autorki, trzy miasta. „Mordercze miasta” dodajmy. „Zbrodnicze siostrzyczki” zaaplikowały dobrą dawkę lektury. Zastanawiam się na ile świadomie ułożyły porządek swojej książki, a na ile odczytuję go przez pryzmat własnych wrażeń czytelniczych, ale i tych życiowych.
Zacznijmy od wrażeń odbiorczych, estetycznych i literackich. Wbrew moim oczekiwaniom i znajomości wcześniejszych dokonań pisarskich, najmniej spodobały mi się opowiadania Marty Guzowskiej. Z pewnością mają one najmniej – użyję metafory – „miąższu” kryminalnego, opartego na intrydze, śledztwie i mocnych sylwetkach bohaterów. Autorka powieści „Ofiara Polikseny” w swoich opowiadaniach zastosowała jeszcze jeden chwyt, dość ciekawy, albowiem z jednej strony pozostawiając przedstawiane historie w realiach miejskich, z drugiej strony w swoisty sposób odrealniła je, „ufantastyczniła” narracją, zbiżając się do groteski. Najbardziej jest to widoczne w otwierającym tom opowiadaniu „Pociąg podmiejski”. Ten pociąg z podróżującymi w nim ludźmi jest „z krwi i kości”, klimat peronowy i ścisk ludzkich osobliwości w wagonie udało się autorce przelać na papier idealnie. A jednocześnie, nie zdradzając treści i szczegółów, dziejąca się w tym wagonie historia jest nierealna, z pogranicza absurdu i fantastyki, dodajmy mrożącej krew w żyłach. Podczas lektury dwóch kolejnych opowiadań targały mną podobne wrażenie nierzeczywistości, zagubienia w czasie i przestrzeni opowieści, które zdarzyć się nie mogą. I Warszawa Guzowskiej jest najmniej z całej książki miejska, a z pewnością najmniej warszawska. Peron, wagon, park, apartamentowiec, garaż podziemny. Sceneria wielkomiejska, współczesna, ale czegoś brakuje. Moim zdaniem żywej tkanki miasta, w którym dzieją się opowiadane historii. Brakuje jakby Warszawy, choć kto wie, może to jest właśnie pozór. Tak może właśnie Warszawę widzi Guzowska, a w niej, nie to co warszawskie, ale wyobcowane, nowocześnie odarte z historii i topografii miejskiej, a z nią żywych obrazów w kolorze, zapachu i ludzkich historiach. To może być każde miasto, a tym samym nie jest to pierwsze, drugie czy trzecie miasto, wbrew tytułowi tomiku.
Z Wrocławiem jest inaczej. Adrianna Michalewska jest nam przewodnikiem miejskim. I to jakim. Tutaj tkanka miejska, wrocławska tętni życiem i w sposób widoczny, topograficzny, ale i podskórnie, przenosząc wyjątkowy klimat miasta nad Odrą. Czuć to niezależnie od opisywanych miejsc. Jeśli czytający zna jednak przywoływane miejsca, to odnoszę wrażenie, jeszcze bardziej da się ponieść atmosferze miasta. Pisałem o nierealnych historiach Guzowskiej, ale opowiadanie „Spowiedź starego altarysty” Michalewskiej też jakby z pozoru wydaje się nierealne przynajmniej w jednej kwestii – katastrofy budowlanej obejmującej słynną kamienicę „Małgosia”. Tutaj jednak nierealność jest innego typu, albowiem wynika z niedowierzania, że tak ciekawe zabytek architektoniczny, przeżywszy setki lat, ulega zniszczeniu współcześnie. No, ale to Polska właśnie, chciałoby się rzec. Omawiane opowiadanie jest takim właśnie przykładem jak autorka znakomicie uchwyciła realia współczesności, a w tym świetnie poprowadziła wątek kryminalny z historią w tle. Uważam, że to opowiadanie poszerzone świetnie mogłoby zostać zamienione na ciekawą powieść i historyczną, i kryminalną jednocześnie. Zadatek na polskiego Dana Browna jest, ja Michalewskiej radziłbym iść w tym kierunku. Ostatnie w tomie opowiadanie „Tylko płomień was oczyści” także zaskakuje przywołanym pomysłem szaleńca mordującego zakonników pod pozorem wyrównania krzywd Żydów. Jeśli pomysłowość autorki pójdzie wespół z talentem literackim i pracą warsztatową, to myślę, że jej debiut powieściowy nie zostanie przemilczany, a wręcz wyraxnie zauważony na scenie literackiej.
Kraków? W opowiadaniach Agnieszki Krawczyk widoczny i jakby niewidoczny. Ta część „Morderczych miast” – moim zdaniem – jest najlepsza i podobać się będzie każdemu miłośnikowi klasycznych kryminałów, z wyrazistymi postaciami i ciekawą intryga kryminalną. Dodatkowo podobać się będzie tym, którzy przepadają za typowym kryminałem policyjnym. Tylko ten Kraków, topograficznie widoczny, z akcją w wielu miejscach opowiadań, ale tak mało tchnie w nich atmosferą tego wyjątkowego miasta. I wcale nie idzie mi tutaj o atmosferę, która jest udziałem przyjezdnego turysty, łykającego haustami historię, kulturę, atmosferę bohemy itp. Jeśli spojrzeć na Kraków w literaturze to zawsze było to miasto inne, wyczuwalne swoja specyfiką. Trochę tego brakuje u Krawczyk. Gdyby nie to, dla mnie byłyby to idealne opowiadania. Świetni bohaterowie, nadkomisarz Wesołowski, podkomisarz Nowak i emerytowany inspektor Wrona. Naprawdę udanie dobrana trójka śledczych, każdy o innym temperamencie, doświadczeniu, wieku i preferencjach pracy śledczej. Udane dialogi i przede wszystkim interesujące intrygi z ciekawymi rozwiązaniami. Odrobine humoru, choć jak na Agnieszkę Krawczyk powiedziałbym, że odrobinę za mało, ale to także pewien wydaje się wybór. Opowiadania wymagają pewnego reżimu także objętościowego i przesycenie ich humorem mogłoby zadziałać odwrotnie. Choć klasę swojego poczucia humoru i pewnej lekkości dała autorka w imieniu psa emerytowanego śledczego z wprost genialną intuicją policjanta inspektora Wrony. Jego pies wabi się Arszenik. Doskonałe! Gdy czytałem opowiadania Krawczyk, myślałem, ma wyraźne zadatki na polskiego Andrea Camilleri. Krótkie formy opowiadań, lecz z pełną intrygą, świetnie ujęte postaci z własnymi charakterami, żywy i prosty w odbiorze język, odpowiednia dawka humoru. I co właśnie wyjątkowe, nie musi wymyślać swojego odpowiednika Salvo Montalbano. Ta wymieniona przeze mnie wcześniej trójka śledczych tworzy świetny tercet i warta jest kontynuowania w kolejnych opowiadaniach.
„Mordercze miasta” są więc książką różnorodną. Udowadniają, że wszystkie trzy autorki udanie radzą sobie z trudną sztuką opowiadań, mniejszych form literackich. Pokazują także, że nie każdy pomysł udaje się literacko i może zadowolić czytelnika. Cenną stroną tego tomu jest bogactwo zastosowanych narracji od klasycznej (u każdej autorki trochę innej) do pierwszoosobowej oraz bogactwo opowiedzianych historii – od realnych, mocno rzeczywistych do tych absurdalnych, groteskowych lub pełnych niewytłumaczalnej grozy. Każdy rodzimy miłośnik literatury kryminalnej „Mordercze miasta” powinien znać, zwłaszcza, że o Guzowskiej, Krawczyk i Michalewskiej usłyszymy jeszcze nie raz.
[dodajbox]
Recenzja powstała dzięki portalowi Zbrodnia w Bibliotece
Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB
