Recenzja: Frederick Forsyth „Czarna lista”
Autor: Frederick Forsyth
Tytuł: Czarna lista
Tłumaczenie: Andrzej Niewiadomski
Wydawca: Wydawnictwo Albatros A. Kuryłowicz
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7885-744-0
Liczba stron: 432
Pierwszą recenzję 2014 roku dobrze byłoby poświęcić książce oryginalnej, nowej, dopiero co wydanej, a gdyby jeszcze był to udany kryminał, to można by uznać to za dobry znak czytelniczy na kolejny sezon wydawniczy. Niestety w księgarniach jeszcze nie można znaleźć zapowiadanych tytułów powieści, w których intryga kryminalna będzie wciągać nas po raz kolejny w sposób totalny czy zaskakujący. Dlatego sięgnąłem po zupełną świeżość, choć napisaną przez weterana i mistrza jednocześnie thrillera politycznego, Fredericka Forsytha. 15 stycznia będzie mieć polską premierę wydawniczą jego najnowsza powieść „Czarna lista”. Warto od razu przywołać tutaj tytuł oryginalny „The Kill List”, albowiem jeszcze wyraźniej oddaje on charakter książki – mocny i wyrazisty.
„Czarna lista” to niewątpliwie powrót do wielkiej pisarstwa Forsytha. Amerykański pisarz w ostatnich latach raczej przyzwyczaił nas do nierównego poziomu swojej twórczości, do zbyt częstych zawodów czytelniczych, spod znaku niedopracowania fabularnego czy też nawracających powtórek tematycznych. Tym razem jest inaczej, bezapelacyjnie lepiej. W pierwszej kolejności na pochwałę zasługuje fabuła powieści i jej znakomite, trzymające w napięciu prowadzenie przez wszystkie karty książki. Układ fabularny jest dość prosty i klasyczny jednocześnie, ale w tym przypadku uznać należy to za zaletę, która nie przesłania właściwej opowieści. Tytułowa „czarna lista”, wbrew oryginalnemu brzmieniu „kill list”, nie jest jakąś nieokreśloną listą osób do zabicia. To najpoważniejsza, ciągle aktualizowana lista najgroźniejszych terrorystów, których życie i działalność organizacyjna jest bezpośrednim i realnym zagrożeniem dla obywateli nie tylko Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale i wielu innych miejsc na świecie. To lista wypracowywana pod okiem prezydenta USA, której jedynym priorytetem jest likwidacja zagrożenia – śmierć konkretnego terrorysty. A skoro celem są najgroźniejsi, a jednocześnie najbardziej ukryci i nieuchwytni, to zadanie ich odszukania, ujawnienia i zlikwidowania mogą otrzymać jedynie najlepsi. I jak na sensację polityczną spod znaku autora „Dnia Szakala” musi pojawić się specjalna jednostka TOSA – Komórka Wsparcia Operacyjno-Technicznego. Wracając do fabuły, układ jest jasny. Terrorysta trafią na „czarną listę”, TOSA otrzymuje zadanie do wykonania, którego przygotowanie i realizacja będzie naszym udziałem. Nic bardziej prostszego. To oczywiście tylko szkielet fabularny, bardzo wyważenie i atrakcyjnie jednocześnie wypełniony przez autora. Ścigani i ścigający zaprezentowani zostali sposób ilościowo i jakościowo wyważony. Dbałość o szczegóły i realia opisu obu stron jest widoczna od samego początku prowadzonej narracji. A cała zarysowana dodatkowo w tle inna dramatyczna historia, pozornie nie mająca nic wspólnego, efektownie wzbogaca intrygę powieściową. Nie zdradzając szczegółów, wielu przyszłych czytelników recenzowanej powieści powie, że zamysł fabularny i jego poprowadzenie to nic nowego. I tego Forsyth nie ukrywa, od samego początku prowadzi nas – powtórzę jeszcze raz – klasyczną ścieżką narracyjną, ale w niej skrywa z jednej strony zajmujący, niedostępny przeciętnym czytelnikom anturaż świata terrorystów i tajnych służb, a z drugiej zaś strony wprowadza w odpowiednich momentach zwroty akcji i elementy uciekające oczywistościom fabularnym.
Nawet najlepszą fabułą nie uda się oczarować czytelników bez wyraźnych, mocnych, ciekawych i wyjątkowych bohaterów. I w tym zakresie autor „Czarnej listy” nie zostawia pola krytykom swojej najnowszej twórczości. I w tym zakresie rzemiosła pisarskiego trzyma się klasycznych rozwiązań, z dualnym podziałem świata postaci literackich. Na naszych oczach prowadzi wirtualny pojedynek między dwiema osobami, bez których ta opowieść nie miałaby miejsca. Z jednej strony tajemniczy i nieuchwytny, do pewnego momentu nawet bezimienny i bezwizerunkowy, Kaznodzieja. To współczesny, symboliczny obraz terrorysty, którego pomocnym ramieniem jest zarówno świat nowoczesnej techniki informatycznej i telekomunikacyjnej oraz system osobowych powiązań finansowo-ideologicznych, jak i również niepowtarzalna umiejętność przemawiania i porywania innych, tworząc swoisty rząd dusz. Ale to nie dusze zabijają na polecenie Kaznodziei, lecz żywi ludzie, których werbuje w zadziwiająco skuteczny sposób wyłącznie poprzez swoje kazania nadawane na cały świat za pomocą Internetu. Kaznodzieja – ideolog, religijny fanatyk, skuteczny terrorysta, cel numer jeden „czarnej listy”. Z drugiej strony znajduje się, ten pod którego nawet nie przewodnictwem, ale za pomocą którego osobiście Kaznodzieja ma zostać zidentyfikowany, zlokalizowany i wyeliminowany, Tropiciel. Były podpułkownik marines, w pewien sposób charyzmatyczny, a równocześnie naznaczony duchem zemsty. Wszak z rąk terrorystów, właśnie tych „porwanych” kazaniami nieznanego Kaznodziei, ginie wcześniej jego ojciec. Tropiciel to także uosobiony przykład współczesnej technologii i władzy, w której nie ma miejsca na jakąkolwiek anonimowość. Technologie, służby to wyłącznie wsparcie człowieka, jak ma to miejsce w tej historii. Postać Tropiciela to czytelniczo atrakcyjny przykład tych umiejętności umysłowych i fizycznych, które rodzą w nas fascynację nakierowaną na wyjątkowe zdolności ludzi tworzących służby specjalne, będące w stanie wykonać najtrudniejsze zadania w imię pokoju i sprawiedliwości społecznej.
Ostatnie zdanie trącić może truizmem, ale „Czarna lista” Fredericka Forsytha daleka jest od hurra politycznej manifestacji i bezmyślnego uzasadniania wszelkich przejawów walki z terroryzmem, nawet tych, które stawiają pod znakiem zapytania prawa jednostki i pojęcie wolności myśli oraz wyznania. Wyjątkowo powieść ta nie staje po żadnej stronie toczącej się nieustannie dyskusji o granice swobód obywatelskich przesuwanych w obliczu walki z potencjalnym i realnym zagrożeniem terrorystycznym. W tej historii nie ma kłopotów z określeniem zła w każdej postaci i nie ukrywa ona też lęków o pomyłkę, po której stronie znajduje się dobro współczesnego człowieka Zachodu.
„Czarna lista” to powieść szybko wciągająca czytelnika w swoją historię, która wydawać by się mogło jest bardzo przewidywalna, lecz to tylko wrażenie wielokrotnie podczas lektury weryfikowane z korzyścią dla przyjemności czytelniczej. Interesująca opowieść w swoim przebiegu okraszona jest niezwykle atrakcyjną scenografią fabularną, zdradzającą sposoby działań i możliwości wykonawcze, jakie posiadają współczesne siły wojskowe i służby specjalne. Śpieszę jednocześnie sprostować możliwe wrażenie, że książka Forsytha jest wyłącznie tytułem typowo męskim, skierowanym do mężczyzn z odpowiednią dawką testosteronu. Nic bardziej mylnego. Nie przez przypadek już na samym początku recenzji powiedziałem, że autor „Psów wojny” wrócił do pisarstwa swoich najwyższych lotów literackich. To nie jest powieść męskich pragnień spod maskującej barwy munduru i wysokiej temperatury lufy karabinu. Tutaj głównymi aktorami są jednak intelekt i przenikliwość, wyobraźnia i praktyczna umiejętność podejmowania decyzji. A i świat przedstawiony nie jest taki schematyczny jak nam się wydaje po lekturze typowych powieści sensacyjnych. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o innych bohaterach drugiego planu, którzy swoim działaniem, przenikliwością i zaangażowaniem także potrafią zaciekawić, a nawet zafascynować. W pierwszej kolejności mam na myśli nastolatka, pseudonim Ariel, z rzadkim zespołem Aspergena, który nie wychodzi z domu, a jednocześnie jest genialnym hackerem. Ma on swoje alter ego po przeciwnej, tej złej stronie świata, lecz swoją nadprzeciętną zdolnością i wnikliwością ze świata zero-jedynkowego zdobywa od razu naszą sympatię i podziw. Zresztą nader niecodziennych postaci czy udanych, niepowtarzalnych scen powieść zawiera na tyle, że – niezależnie od samego nazwiska autora – prawa do ekranizacji zostały natychmiast wykupione. Dziś wiemy za polskim wydawcą książki, że film wyreżyseruje Rupert Sanders („Królewna Śnieżka i łowca”), a wyprodukuje Chockstone Pictures, stojące za ostatnim filmem Ridleya Scotta „Adwokat”. Warto jednak przeczytać wcześniej powieść, bo śmiało wpisuje się do kanonu najlepszych thrillerów politycznych.
„Czarna lista” to niewątpliwie powrót do wielkiej pisarstwa Forsytha. Amerykański pisarz w ostatnich latach raczej przyzwyczaił nas do nierównego poziomu swojej twórczości, do zbyt częstych zawodów czytelniczych, spod znaku niedopracowania fabularnego czy też nawracających powtórek tematycznych. Tym razem jest inaczej, bezapelacyjnie lepiej. W pierwszej kolejności na pochwałę zasługuje fabuła powieści i jej znakomite, trzymające w napięciu prowadzenie przez wszystkie karty książki. Układ fabularny jest dość prosty i klasyczny jednocześnie, ale w tym przypadku uznać należy to za zaletę, która nie przesłania właściwej opowieści. Tytułowa „czarna lista”, wbrew oryginalnemu brzmieniu „kill list”, nie jest jakąś nieokreśloną listą osób do zabicia. To najpoważniejsza, ciągle aktualizowana lista najgroźniejszych terrorystów, których życie i działalność organizacyjna jest bezpośrednim i realnym zagrożeniem dla obywateli nie tylko Stanów Zjednoczonych Ameryki, ale i wielu innych miejsc na świecie. To lista wypracowywana pod okiem prezydenta USA, której jedynym priorytetem jest likwidacja zagrożenia – śmierć konkretnego terrorysty. A skoro celem są najgroźniejsi, a jednocześnie najbardziej ukryci i nieuchwytni, to zadanie ich odszukania, ujawnienia i zlikwidowania mogą otrzymać jedynie najlepsi. I jak na sensację polityczną spod znaku autora „Dnia Szakala” musi pojawić się specjalna jednostka TOSA – Komórka Wsparcia Operacyjno-Technicznego. Wracając do fabuły, układ jest jasny. Terrorysta trafią na „czarną listę”, TOSA otrzymuje zadanie do wykonania, którego przygotowanie i realizacja będzie naszym udziałem. Nic bardziej prostszego. To oczywiście tylko szkielet fabularny, bardzo wyważenie i atrakcyjnie jednocześnie wypełniony przez autora. Ścigani i ścigający zaprezentowani zostali sposób ilościowo i jakościowo wyważony. Dbałość o szczegóły i realia opisu obu stron jest widoczna od samego początku prowadzonej narracji. A cała zarysowana dodatkowo w tle inna dramatyczna historia, pozornie nie mająca nic wspólnego, efektownie wzbogaca intrygę powieściową. Nie zdradzając szczegółów, wielu przyszłych czytelników recenzowanej powieści powie, że zamysł fabularny i jego poprowadzenie to nic nowego. I tego Forsyth nie ukrywa, od samego początku prowadzi nas – powtórzę jeszcze raz – klasyczną ścieżką narracyjną, ale w niej skrywa z jednej strony zajmujący, niedostępny przeciętnym czytelnikom anturaż świata terrorystów i tajnych służb, a z drugiej zaś strony wprowadza w odpowiednich momentach zwroty akcji i elementy uciekające oczywistościom fabularnym.
Nawet najlepszą fabułą nie uda się oczarować czytelników bez wyraźnych, mocnych, ciekawych i wyjątkowych bohaterów. I w tym zakresie autor „Czarnej listy” nie zostawia pola krytykom swojej najnowszej twórczości. I w tym zakresie rzemiosła pisarskiego trzyma się klasycznych rozwiązań, z dualnym podziałem świata postaci literackich. Na naszych oczach prowadzi wirtualny pojedynek między dwiema osobami, bez których ta opowieść nie miałaby miejsca. Z jednej strony tajemniczy i nieuchwytny, do pewnego momentu nawet bezimienny i bezwizerunkowy, Kaznodzieja. To współczesny, symboliczny obraz terrorysty, którego pomocnym ramieniem jest zarówno świat nowoczesnej techniki informatycznej i telekomunikacyjnej oraz system osobowych powiązań finansowo-ideologicznych, jak i również niepowtarzalna umiejętność przemawiania i porywania innych, tworząc swoisty rząd dusz. Ale to nie dusze zabijają na polecenie Kaznodziei, lecz żywi ludzie, których werbuje w zadziwiająco skuteczny sposób wyłącznie poprzez swoje kazania nadawane na cały świat za pomocą Internetu. Kaznodzieja – ideolog, religijny fanatyk, skuteczny terrorysta, cel numer jeden „czarnej listy”. Z drugiej strony znajduje się, ten pod którego nawet nie przewodnictwem, ale za pomocą którego osobiście Kaznodzieja ma zostać zidentyfikowany, zlokalizowany i wyeliminowany, Tropiciel. Były podpułkownik marines, w pewien sposób charyzmatyczny, a równocześnie naznaczony duchem zemsty. Wszak z rąk terrorystów, właśnie tych „porwanych” kazaniami nieznanego Kaznodziei, ginie wcześniej jego ojciec. Tropiciel to także uosobiony przykład współczesnej technologii i władzy, w której nie ma miejsca na jakąkolwiek anonimowość. Technologie, służby to wyłącznie wsparcie człowieka, jak ma to miejsce w tej historii. Postać Tropiciela to czytelniczo atrakcyjny przykład tych umiejętności umysłowych i fizycznych, które rodzą w nas fascynację nakierowaną na wyjątkowe zdolności ludzi tworzących służby specjalne, będące w stanie wykonać najtrudniejsze zadania w imię pokoju i sprawiedliwości społecznej.
Ostatnie zdanie trącić może truizmem, ale „Czarna lista” Fredericka Forsytha daleka jest od hurra politycznej manifestacji i bezmyślnego uzasadniania wszelkich przejawów walki z terroryzmem, nawet tych, które stawiają pod znakiem zapytania prawa jednostki i pojęcie wolności myśli oraz wyznania. Wyjątkowo powieść ta nie staje po żadnej stronie toczącej się nieustannie dyskusji o granice swobód obywatelskich przesuwanych w obliczu walki z potencjalnym i realnym zagrożeniem terrorystycznym. W tej historii nie ma kłopotów z określeniem zła w każdej postaci i nie ukrywa ona też lęków o pomyłkę, po której stronie znajduje się dobro współczesnego człowieka Zachodu.
„Czarna lista” to powieść szybko wciągająca czytelnika w swoją historię, która wydawać by się mogło jest bardzo przewidywalna, lecz to tylko wrażenie wielokrotnie podczas lektury weryfikowane z korzyścią dla przyjemności czytelniczej. Interesująca opowieść w swoim przebiegu okraszona jest niezwykle atrakcyjną scenografią fabularną, zdradzającą sposoby działań i możliwości wykonawcze, jakie posiadają współczesne siły wojskowe i służby specjalne. Śpieszę jednocześnie sprostować możliwe wrażenie, że książka Forsytha jest wyłącznie tytułem typowo męskim, skierowanym do mężczyzn z odpowiednią dawką testosteronu. Nic bardziej mylnego. Nie przez przypadek już na samym początku recenzji powiedziałem, że autor „Psów wojny” wrócił do pisarstwa swoich najwyższych lotów literackich. To nie jest powieść męskich pragnień spod maskującej barwy munduru i wysokiej temperatury lufy karabinu. Tutaj głównymi aktorami są jednak intelekt i przenikliwość, wyobraźnia i praktyczna umiejętność podejmowania decyzji. A i świat przedstawiony nie jest taki schematyczny jak nam się wydaje po lekturze typowych powieści sensacyjnych. Nie mogę w tym miejscu nie wspomnieć o innych bohaterach drugiego planu, którzy swoim działaniem, przenikliwością i zaangażowaniem także potrafią zaciekawić, a nawet zafascynować. W pierwszej kolejności mam na myśli nastolatka, pseudonim Ariel, z rzadkim zespołem Aspergena, który nie wychodzi z domu, a jednocześnie jest genialnym hackerem. Ma on swoje alter ego po przeciwnej, tej złej stronie świata, lecz swoją nadprzeciętną zdolnością i wnikliwością ze świata zero-jedynkowego zdobywa od razu naszą sympatię i podziw. Zresztą nader niecodziennych postaci czy udanych, niepowtarzalnych scen powieść zawiera na tyle, że – niezależnie od samego nazwiska autora – prawa do ekranizacji zostały natychmiast wykupione. Dziś wiemy za polskim wydawcą książki, że film wyreżyseruje Rupert Sanders („Królewna Śnieżka i łowca”), a wyprodukuje Chockstone Pictures, stojące za ostatnim filmem Ridleya Scotta „Adwokat”. Warto jednak przeczytać wcześniej powieść, bo śmiało wpisuje się do kanonu najlepszych thrillerów politycznych.
Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB oraz przeczytana dzięki wydawnictwu Albatros A. Kuryłowicz

