Recenzja: Camilla Grebe, Asa Träff „Spokój duszy”
Autor: Camilla Grebe, Asa Träff
Tytuł: Spokój duszy
Tłumaczenie: Inga Sawicka
Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-7510-876-9
Liczba stron: 376
„Spokój duszy” to powieść spod pióra dwóch szwedzkich autorek. Camilla Grebe i Asa Träff są siostrami. Camilla, od dwa laty starsza (ocznik 1968), to ekonomistka z wykształcenia, obecnie prowadząca własną firmę konsultingową. Asa z wykształcenia jest psychologiem i razem z kolegami prowadzi poradnię psychologiczną w Sztokholmie. Omawiana książka to ich wspólny debiut pisarski, otwierający jednocześnie serię wydawniczą z główną bohaterką Sri Bergman.
Przywołana postać Siri Bergman to łącznik mający spinać kolejne powieści, a jednocześnie bohaterka wokół której realizowana jest fabuła powieściowa. Siri jest terapeutką, psychologiem z uprawnieniami do psychoterapii. Wraz z koleżanką i kolegą prowadzi w Södermalmie poradnię psychoterapeutyczną. Jak pisze sam wydawca „pomaga ludziom docierać do najgłębszych zakamarków duszy, a oni wyjawiają jej swoje najmroczniejsze tajemnice”. Niewątpliwie kreacja tej właśnie postaci literackiej jest najmocniejszą stroną powieści. Oto bowiem jako czytelnicy dostajemy niezwykle ciekawy, autentyczny wachlarzem emocji, przemyśleń i doznań obraz psychoterapeutki, która faktycznie poznaje ludzkie jądro ciemności. Kilkukrotnie jesteśmy świadkami spotkań terapeutycznych z najważniejszymi pacjentami Siri. Te sceny oraz momenty uchwyconej bytności głównej bohaterki w jej domu nad zatoką to bezsprzecznie najlepiej zrealizowane literacko fragmenty całej książki. Spotkania z pacjentami, Sarą Matteus, Charlotte Mimer i Peterem Carlssonem to sceny, w których wyczuwalne jest napięcie emocjonalne, rodzące się niejako dwuosiowo. Oto bowiem z jednej strony Siri Bergman dociera do najgłębszych pokładów pamięci, stanów psychicznych na czele z lękiem, doświadczeniem zła, nie zawsze wprost rozpoznanego i nazwanego. To właśnie zadanie dla głównej bohaterki – wydobyć tajemnice duszy, umysłu, zwerbalizować je i nazwać, rozpoznając ich źródło i charakter, głównie po to by je oswoić i przezwyciężyć, Z drugiej jednak strony, dzięki umiejętnie prowadzonej narracji, jako czytelnicy doświadczamy – nazwijmy to tak – odbiorczych emocji psychoterapeutki. Niecodzienność charakterologiczna i literacką głównej postaci powieści kryje się właśnie w jej zaangażowaniu w sprawy pacjentów. Nie wiem czy w rzeczywistości każdy psychoterapeuta zawsze i bezapelacyjnie potrafi (i rzeczywiście to robi) oddzielić życie, sprawy zawodowe od życia osobistego. Taka jest główna zasada udanej i etycznie neutralnej terapii. Grebe i Träff serwują nam jednak zupełnie inny obraz. Siri Bergman, w przeciwieństwie do swoich kolegów z poradni, Ainy i Svena, nie potrafi, nie umie oddzielić osobistych doświadczeń i problemów swoich pacjentów, które są przecież dla niej wyłącznie materiałem w pracy zawodowej, od emocjonalnego ich odbierania i osobistego życia, jakby brakowało jej narzędzi warsztatu psychologicznego, z natury zawodu obcego prawdziwemu „ja” terapeuty. To zaangażowanie, ta nieumiejętność rozdzielenia świata emocji pacjentów od własnego świata psychologicznych doznań w tej historii ma dla Siri Bergman jeszcze inną cenę, którą poznajemy w końcowej części powieści. To wielka, wyjątkowa jak na codzienną egzystencję, cena, nie zdradzając oczywiście najważniejszych szczegółów, będąca kosztem uwikłania się w nie swoje emocje. W tym właśnie miejscu dotykamy drugiego motywu powieściowego o charakterze czysto kryminalnym.
„Spokój duszy”, wbrew wcześniejszym uwagom, nie jest bowiem książką psychologiczną, lecz sprawnie napisanym thrillerem z niezwykle ważnym tłem psychologicznym. Jak już pisałem, główna bohaterka to terapeutka ze stanami psychologicznych emocji przekraczającymi zawodowe granice zainteresowań. Złożoność głównej postaci wzbogaca w powieści jej życie wewnętrzne. Przywołani już koledzy z poradni, Aina i Sven, nie tyle są schematyczni, lecz z pewnością stanowią figury „ukochania życia” w jej dosłownym fizycznym charakterze. Siri Bergman jest ich przeciwieństwem. Jest tym czymś, co wraz z ponurym klimatem, niepokojącym krajobrazem i mroczną atmosferą, tworzy tą przestrzeń literacką, którą kojarzymy bezsprzecznie z skandynawskim kryminałem. Siri Bergman to bohaterka, która wprost przenosi klimat zimnej, niepokojącej Szwecji do swojej duszy i umysłu. Nie dość, że znosi ona zbyt duży ciężar niepokojów i lęków swoich pacjentów, to jeszcze, a może nawet przede wszystkim sama jest źródłem nieustannego rozedrgania egzystencjalnego. I niekiedy nawet trudno stwierdzić czy niewątpliwie istniejący problem zbyt częstego zaglądania do kieliszka z winem jest przyczyną, czy też raczej skutkiem, jej własnych lęków na czele z fobią ciemności, nie mówiąc już o ewidentnych zaburzeniach psychicznych związanych z traumą po tragicznej śmierci swojego ukochanego, Stefana. Jego śmierć w podwodnych głębinach i jego nie oswojona nieobecność (stąd częste jego wizyty w snach czy „ucieczkach” wyobraźni) to swoisty lejtmotyw narracyjnych podróży w głąb duszy głównej bohaterki. A na to wszystko nakłada się jeszcze osobowość introwertyczna uzewnętrzniająca się w sumie w unikaniu ludzi (z nielicznymi przypadkami spod znaku przyjaciółki Ainy i w dalszej części powieści policjanta-kochanka Markusa), samotnym pływaniu w zatoczce i przebywaniu w oddalonym od sąsiadów i ulicy domie, koniecznie z zapalonymi wszystkimi światłami.
W ten mroczny, doświadczający najgłębszych ciemności i bolesnych lęków, niespokojny stan życiowy wkracza dość szybko w chronologii fabuły intryga kryminalna. Z pozoru niepozornie i niewinnie. Główna, scharakteryzowana powyżej, bohaterka otrzymuje list, a w nim małe zdjęcie swojej osoby, zrobione wprost na ulicy w ciepły, spokojny dzień. To tylko mały niepokój w sprawie niecodziennej przesyłki. Większy rodzi się wraz z napisem na odwrocie zdjęcia: „widzę Cię”. W tej scenie tak naprawdę zawiązuje się intryga kryminalna, choć jej przejawy czytelnik otrzymuje już wcześniej w krótkich wtrąceniach, będących cytatami myśli tego kogoś. Szybko konstatujemy, że chodzi o obserwatora Siri Bergman. To nie jest zwykły obserwator, wymowny wielbiciel, to ktoś więcej, to z czasem lektury poszczególnych kart, ktoś, kto ucieleśnia najprawdziwsze lęki, materializuje zło i staje się zagrożeniem wolnego życia bohaterki. Budowanie napięcia, tego coraz bardziej nieuchronnego doświadczania zła w czystej postaci zbrodni (morderstwa ważnej pacjentki Bergman, młodej dziewczyny Sary), to sztuka, która w „Spokoju duszy” przewrotnie do tytułu zrealizowana jest niezwykle udanie i precyzyjnie. W tym pościgu, a raczej poszukiwaniu dręczyciela i zbrodniarza, uczestniczy tak samo aktywnie policja szwedzka, jak i sama główna bohaterka. Policjantom nic nie można ująć, a ich ponad zawodowa troskliwość o pokrzywdzoną w osobie wspomnianego już Markusa napawa uśmiechem. Zdarzyć się przecież może miłosna historia pomiędzy policyjnym opiekunem i ofiarą, czemu nie. Śmiem nawet sądzić, że wzmacnia ona rozziew pomiędzy intensywnym śledztwem i docieraniem do prawdy o sprawcy zbrodni, a nieuchronnością zmierzenia się z upersonifikowanym złem i ciemnością ludzkiego opętania. Więcej zdradzić nie mogę. Jedna rzecz jest w omawianej powieści niedopracowana, rzekłbym nawet wyraźnie w żaden sposób nieprzekonująca. Chodzi o identyfikację sprawcy zbrodni, zagrażającego życiu Siri Bergman. Kierunek pracy wykrywczej policjantów jest prawie od samego początku trafny, jak to często w takich przypadkach bywa, sprawca musi pochodzić z przeszłości ofiary. Był w orbicie osobistego i zawodowego życia psychoterapeutki. I w tym momencie zadziwiająco autorki powieści de facto ośmieszają śledczych, mających rozwiązać realizowane na naszych oczach dochodzenie. W perspektywie śladów zbrodni materialnych (kryminalistycznych), ale i tych związanych z modus operandi, zbyt łatwo dają się wyprowadzić w pole, zatrzymując niewłaściwą osobę. Nie przekonujące to wszystko w tym wątku śledczych policyjnych.
„Spokój duszy” to powieść, w której niełatwo o spokój głównej bohaterki, jej życia, ale także lektury, dzięki czemu zyskuje ona na wartości odbiorczej. Całą książkę, pomimo początkowej, spokojnej narracji, dość szybko zaczyna czytać się z odczuwalnym napięciem, a wielu czytelników doświadczy osobistego lęku ciemności i obecności tego kogoś. Powieść Grebe i Träff to udana propozycja literacka z rokowaniami na całkiem ciekawą kontynuację, zwłaszcza, ze ostatnia scena, gdy na fotelu terapeutycznym zasiada główna bohaterka, nie gwarantuje spokoju duszy.
[dodajbox]
Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB


01/26/2014 @ 09:59
W związku z tym, że styczeń chyli się ku końcowi, chciałam się przypomnieć z Kryminalnym Wyzwaniem i spytać, czy masz do zgłoszenia jakieś recenzje? 🙂 Chcę uzupełnić podsumowanie, żeby na początku lutego dodać je na bloga, tak, by potem nie musieć już dopisywać 🙂 Pozdrawiam serdecznie!