Poznaj autora: Peter May, który uczynił ze Szkocji bohatera kryminału

W piątek, 25 września, zmarł Peter May. Miał siedemdziesiąt cztery lata. Odszedł niespodziewanie, w swoim domu wakacyjnym na południu Francji. Wiadomość przekazała jego żona, pisarka Janice Hally.

Ta wiadomość skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Dla mnie Peter May to jeden z pięciu najlepszych autorów powieści kryminalnych wszech czasów i od dawna należał mu się w cyklu „Poznaj autora” osobny wpis. Nie chciałem go pisać z takiego powodu. Skoro jednak tak wyszło, przypomnijmy, kim był i dlaczego tak wiele znaczył dla czytelników w Polsce i na świecie.

Urodził się w 1951 roku w Glasgow. Zaczynał jako dziennikarz i zdobył tytuł Szkockiego Dziennikarza Roku, współpracował z BBC i telewizją ITN. Pierwszą powieść, „The Reporter”, wydał w wieku dwudziestu sześciu lat, a jej telewizyjna adaptacja liczyła trzynaście odcinków. Potem pisał scenariusze i uzbierał ponad tysiąc telewizyjnych produkcji. Od 1996 roku poświęcił się wyłącznie książkom.

Nie od razu trafił do czytelników szkockich powieści. Najpierw napisał sześć chińskich thrillerów. Co roku jeździł do Chin, poznawał patologów sądowych i śledczych od zabójstw, żeby jego opowieści były wiarygodne. Ta dbałość o realia została mu na zawsze. Potem przyszedł cykl o Enzo Macleodzie, kryminalistyku, Szkocie osiadłym we Francji, a na końcu prawdziwy przełom.

Przełomem była trylogia o wyspie Lewis. Ciekawe, że pierwsi docenili ją Francuzi, zanim cały świat zrozumiał, co May zrobił. Do Polski trafiła w 2014 roku nakładem Albatrosa.

„Czarny dom” otwiera cykl. Edynburski policjant Fin Macleod wraca na rodzinną wyspę, żeby wyjaśnić zbrodnię. Szkocja nie jest tu tłem. To ona kształtuje zachowania bohaterów i decyduje o rozwiązaniu zagadki. Recenzowałem tę książkę w lutym 2014 roku i dałem jej pełną piątkę. Do dziś uważam, że to jedna z najlepiej skonstruowanych powieści, jakie czytałem.

Drugi tom, „Człowiek z wyspy Lewis”, ugruntował mistrzostwo autora. Poziom pisarstwa pozostał wysoki, a May wzbogacił warsztat o nowe chwyty. Zapamiętałem szczególnie cenę psychiczną i emocjonalną, jaką bohaterowie płacą za dawne czyny albo za milczenie o nich. Moją recenzję znajdziecie na blogu.

Trzeci tom, „Jezioro tajemnic”, zamknął cykl i zaskoczył mnie najbardziej. Fin i jego kolega kłusownik są świadkami zniknięcia górskiego jeziora. Podczas lektury podejrzewałem, że autor to wszystko wymyśla, bo takie miejsce nie może istnieć. Nie wymyślał. Jego Szkocja po prostu taka jest. Recenzja tej powieści też czeka na blogu.

Po trylogii May udowodnił, że nie potrzebuje Lewis, żeby utrzymać poziom. „Wyspa powrotów” z 2016 roku przenosi akcję na wyspę u wybrzeży Kanady. Najważniejsza jest tu emocjonalna rozgrywka między śledczym Simem Mackenzie a Kirsty Cowell, która staje się jego obsesją. Ta książka też dostała pełną piątkę.

Potem przyszedł „Na gigancie” z 2017 roku, najbardziej nietypowa książka w jego dorobku i jedna z moich ulubionych. Pięciu siedemnastolatków ucieka z Glasgow do Londynu w 1965 roku. Pięćdziesiąt lat później dojrzali mężczyźni wracają tam z bagażem, którego nie da się zostawić w domu. Zaczyna się od morderstwa, ale to raczej powieść drogi o przemijaniu i o pytaniu „co by było, gdyby”. Napisał ją mężczyzna, który wie, o czym mówi. Czuć w niej dojrzałość emocjonalną i psychologiczną, a ciemna przeszłość bohaterów wraca stopniowo i boli tym mocniej, że autor nie ocenia.

W 2018 roku ukazało się „Na szlaku trumien”. Bohater budzi się na plaży wyspy Harris i nie pamięta niczego. W tle jest prawdziwa zagadka sprzed ponad wieku, zniknięcie latarników z wyspy Eilean Mòr. Znów Hebrydy Zewnętrzne i znów krajobraz, którego trudno zapomnieć.

Od lat May mieszkał we Francji, w regionie Lot, i tam stał się autorem kultowym. W 2016 roku przyjął francuskie obywatelstwo. W ubiegłym roku Francuzi uhonorowali go prestiżową Grand Prix de Littérature Policière, wieńcząc lata jego obecności w tamtejszej literaturze. Okładkę „Loch noir”, powieści, w której po latach wrócił na wyspę Lewis, zdobi pasek z tą nagrodą.

W ostatnich latach dużo czasu poświęcał muzyce, pisał i grał piosenki. Jego francuski wydawca wspomina go jako człowieka wrażliwego, empatycznego i niezwykle życzliwego.

Zapowiedziana jako ostatnia powieść „Island of the Dead” ma ukazać się w styczniu. Autor planował pożegnalną trasę po Szkocji i wyspie Lewis.

Dlaczego jest w mojej piątce? Bo łączył krajobraz z psychologią bohaterów jak nikt inny, a kryminalna zagadka była u niego pretekstem do opowieści o ludziach. Bo pisał czystym językiem, bez przegadania. I bo każda jego książka była inna, a poziom ten sam.

Zostaje mi jeszcze pytanie, które zadaję także wydawcy. Czy polskie wydanie „Island of the Dead” ukaże się nakładem Albatrosa, który wydawał Petera Maya w Polsce? Byłoby to najlepsze pożegnanie z autorem dla polskich czytelników. A wy od której książki zaczęliście przygodę z Peterem Mayem? Napiszcie w komentarzu.

Bibliografia

Czarny dom (tłum. Jan Kabat), Albatros, 2014
Człowiek z wyspy Lewis (tłum. Jan Kabat), Albatros, 2014
Jezioro tajemnic (tłum. Jan Kabat), Albatros, 2015
Wyspa powrotów (tłum. Jan Kabat), Albatros, 2016
Na gigancie (tłum. Jan Kabat), Albatros, 2017
Na szlaku trumien (tłum. Lech Z. Żołędziowski), Albatros, 2018