Recenzja: Piotr Mularczyk „Tomasz Ford. Bez powrotu”

Autor: Piotr Mularczyk
Tytuł: Tomasz Ford. Bez powrotu
Wydawca:  Novae Res
Rok wydania: 2012
ISBN: 978-83-7722-371-0
Liczba stron: 221

Czas na debiut literacki jest zawsze, niezależnie czy ma się tych lat naście, czy też jest się w sile wieku, z bagażem życiowych doświadczeń. Czas jest zawsze jeśli w autorze istnieje taka potrzeba, a książka ją uzewnętrznia, jak to się stało w przypadku powieści Piotra Mularczyka „Tomasz Ford. Bez powrotu”. Książka ta stanowi połączenie kryminału i thrillera spod znaku dość dynamicznej akcji i mocnej sensacji. 

 
Jej największym atutem jest tempo opowieści i dziejących się w niej zdarzeń. Poza leniwym początkiem i krótkim spowolnieniem pod koniec powieści, akcja dzieje wartkim strumieniem, w którym dynamiczne zwroty akcji. Niestety pomiędzy nimi nie zawsze autor umiejętnie buduje swoiste interwały napięciowe. Chwilami ta dynamika akcji powieściowej przysłania jakby intrygę kryminalną i możliwość zarysowania napięcia tak całej opowieści, jak i samych postaci literackich. Tempo fabularne to niewątpliwie najcenniejsza cecha omawianego tytułu. Podobnie ma się rzecz z samym zamysłem książkowej historii. Nie zdradzając szczegółów – tytułowy bohater Tomasz Ford, prywatny detektyw, mający u boku młodą policjantkę, zmierzyć się musi z siła zemsty rasowego kryminalisty Bohuna, któremu w krwawych przedsięwzięciach pomaga nie zgorszy przestępca i skorumpowany gliniarz. A jak na dokładkę dorzucimy porwania, tortury, zabójstwa, strzelaniny, to miłośnicy literatury sensacyjnej nie powinni książki Mularczyka ominąć podczas swoich peregrynacji czytelniczych. I przestrzegam, bo wcale tocząca się historia nie jest do końca przewidywalna, no przynajmniej w pewnym zakresie wątków. 
 
Warsztatowo cała fabuła nie jest ułożona w sposób dość precyzyjny. Mam wrażenie, że przynajmniej w części obejmującej stronę wizualno-formalną książki, winę ponosi wydawca. Pomiędzy zmianami fabularnymi, obejmującymi zmianę miejsca akcji i perspektywę patrzenia, wystarczyło wprowadzić odstępy w ramach interlinii lub wyznaczniki graficzne. Zupełnie inaczej prowadziłoby się lekturę, bez pozwolenia na zagubienia czy niepotrzebne nawroty, a nawet myślowe przystanki. Fabuła ma niedociągnięcia także w warstwie czasowej, chwilami jest zbyt chaotyczna, a miejscami spowalnia do granic absurdu i nudy czytelniczej. Dzieje się tak zwłaszcza pomiędzy dynamicznymi akcjami a czasem płynącym w oczekiwaniu na ruch porywaczy. Tutaj Piotr Mularczyk zapomina, że jeśli nawet tak dzieje się w rzeczywistości, to literacko trzeba to umiejętnie przełożyć na czas fabularny. 
 
Najsłabszym elementem książki, moim zdaniem, są bohaterowie powieści. Dotyczy to sprawiedliwie, tak tych, którzy ze złem zbrodni walczą, jak i tych postaci, które zło uosabiają. Nie można nie pochwalić autora za pomysł na głównego bohatera, Tomasza Forda, prywatnego detektywa. Rzecz w tym, że zarówno jego osoba, jak i postacie innych, nie są kompletni. Z jednej strony mają stanowić przykład typowych osób, o zwykłych, normalnych cechach charakteru, mają być takimi „everymenami” dnia codziennego. Z drugiej strony pisarz dodaje im cech, które wyróżniają albo przynajmniej wskazują na ponadprzeciętność i pewną inność. Takie odnoszę wrażenie, że psychologicznie tym samym Piotr Mularczyk nie objął pełnym spojrzeniem wymyślanych przez siebie postaci. Biorę to jednak przede wszystkim na karb młodości autora, któremu może brakować na równi i doświadczenia, i wiedzy, pewnej spostrzegawczości psychologicznej. Może też jest tak, że pewne umiejętności, tak bardzo potrzebne pisarzowi, nie rozwijają się równolegle. Słabość, niekompletność, chwiejność, a nawet wykluczanie się wzajemne cech osobowościowych, stanowi o tym, że bohaterowie Mularczyka są mało przekonujący. Najmocniej obnażył swoją słabość autor w scenach, w których Tomasz Ford i jemu bliscy balansują na granicy życia i śmierci, uciekając wręcz spod ostrza kostuchy, a następnie – tak wcześniej zaangażowany emocjonalnie i fizycznie – bohater znika na kilkanaście minut błądząc myślami w bezgranicznych czeluściach morza i plaży. Zupełnie jakby był kimś innym. I zupełnie nie chodzi tutaj o jakieś rozchwianie emocjonalne bohatera, bo tego nie ma, jest tylko „szarża” autora. Podobnie ma się rzecz z postacią Igi Lubeckiej, tak ważnej dla całej powieści, policjantka, dwudziestopięcioletnia, będąca już oficerem w służbie kryminalnej, a jednocześnie mająca kłopoty z alkoholem i charakterem swojej pracy. I można by jeszcze dorzucić kilka jej cech, co powoduje, że zaczynają jedna drugą gonić lub eliminować. Trochę łatwiej przychodzi budować Mularczykowi postać Bohuna, choć tutaj przyjmując dla niego takie nazwisko, ułatwił sobie sprawę, niejako wcielając współcześnie te najmroczniejsze cechy kozackich bohaterów Sienkiewicza. Pochodną kłopotów z poprawnym budowaniem ciekawych i pełnych bohaterów są słabe miejscami dialogi, które rażą sztucznością, takim mało żywym językiem, a nawet nieautentycznym.
 
W przedstawionych na kartach „Tomasz Ford. Bez powrotu” postaciach jest jednak pewien ciekawy zamysł – ich komplementarność. Mularczyk świat swoich postaci tak rysuje by uzupełniały się wzajemnie w świecie etycznych wyborów, umiejętności, doświadczeń, spojrzeń na innych czy nawet poczucia humoru. Nie jest to jeszcze, z uwagi na wcześniejsze spostrzeżenia dotyczące nie wykształconych jeszcze umiejętności budowania psychologicznego bohaterów, sztuka pisarska, którą Mularczyk posiadł na tyle by zachwycać. Jednocześnie jednak zaciekawia i intryguje, tak opowiedzianą historią, jak i możliwymi, kolejnymi tytułami powieściowymi.  

Zamieszczone w Baza recenzji Syndykatu ZwB